Wystawa: Zsolnay. Węgierska secesja.

Co praw­da piszę tro­chę po fak­cie, bo wysta­wa wła­śnie się zakoń­czy­ła, ale ostat­nio cier­pię na chro­nicz­ny brak cza­su, a bar­dzo chcia­ła­bym wspo­mnieć o tym wido­wi­sku, któ­re mia­łam oka­zję podzi­wiać jakieś dwa-trzy tygo­dnie temu. Kra­ków w tym roku obfi­tu­je w wyda­rze­nia zwią­za­ne z naszy­mi nie­gdy­siej­szy­mi sąsia­da­mi, bowiem od 19 maja ubie­głe­go roku do grud­nia 2017 w Pol­sce trwa rok kul­tu­ry węgier­skiej. W efek­cie tego mie­li­śmy w daw­nej sto­li­cy przy­naj­mniej dwie świet­ne wysta­wy podej­mu­ją­ce tema­ty­kę Madzia­rów (Zsol­nay nie­ste­ty już się zakoń­czy­ła, nato­miast Na wspól­nej dro­dze. Kra­ków i Buda­peszt w śre­dnio­wie­czu w Muzeum Histo­rycz­nym cią­gle jesz­cze trwa).
Na począt­ku wypa­da­ło­by wyja­śnić tym, któ­rzy na wysta­wie nie byli, cze­go w ogó­le tyczy się pierw­szy enig­ma­tycz­ny trzon nazwy wysta­wy. Zsol­nay, mia­no­wi­cie, jest nazwą cią­gle dzia­ła­ją­cej jesz­cze wytwór­ni cera­mi­ki, któ­ra mie­ści się w Peczu w połu­dnio­wych Węgrzech.

Zakład został zało­żo­ny przez miej­sco­we­go kup­ca, Mikló­sa Zsol­nay­ego, w 1853 roku, jed­nak już rok póź­niej Miklós prze­pi­sał go swe­mu syno­wi Ignáco­wi. Sie­dem lat po zało­że­niu wytwór­ni, w wyni­ku jej zaku­pu, wła­ści­cie­lem został młod­szy brat Ignáca, Vil­mos, dzię­ki któ­re­mu wytwór­nia zaczę­ła się pręż­nie roz­wi­jać. Vil­mos nie chciał być jedy­nie zarząd­cą i pod­jął się samo­dziel­nej nauki wytwa­rza­nia cera­micz­nych wyro­bów. W latach sie­dem­dzie­sią­tych, gdy fabry­ka, mimo suk­ce­sów (m.in. zdo­by­cia orde­ru Fran­cisz­ka Józe­fa III kla­sy na wysta­wie świa­to­wej w Wied­niu w 1873 roku) zma­ga­ła się z pro­ble­ma­mi finan­so­wy­mi, Vil­mos poza zarzą­dza­niem, zaj­mo­wał się tak­że pro­jek­to­wa­niem. Cały czas pro­wa­dził on tak­że eks­pe­ry­men­ty ze szkli­wa­mi, któ­re w póź­niej­szych latach dopro­wa­dzi­ły do powsta­nia nowych, inte­re­su­ją­cych tech­nik. Cięż­ka pra­ca Vil­mo­sa, a tak­że jego dzie­ci, Mikló­sa oraz Teréz i Júlii, zosta­ła nagro­dzo­na zło­tym meda­lem i grand prix w 1878 roku na wysta­wie świa­to­wej w Pary­żu.

W poczet doko­nań Vil­mo­sa Zsol­nay­ego trze­ba zali­czyć wyna­le­zie­nie tech­ni­ki piro­gra­ni­tu i eosy­ny. Pierw­sza pole­ga na doda­niu do gli­ny mie­lo­ne­go sza­mo­tu, dzię­ki cze­mu jego struk­tu­ra przy­po­mi­na­ła pia­sek, zatem po odpo­wied­nim zabar­wie­niu z powo­dze­niem mógł imi­to­wać kamień. Piro­gra­nit wypa­la­no w tem­pe­ra­tu­rze 1100℃. Ponad­to piro­gra­nit moż­na było szkli­wić, zatem wyko­rzy­sty­wa­no go do two­rze­nia fan­ta­zyj­nych, wie­lo­barw­nych deta­li archi­tek­to­nicz­nych. Dru­gą tech­ni­ką, zapre­zen­to­wa­ną ofi­cjal­nie po raz pierw­szy pod­czas Wysta­wy Mile­nij­nej w 1896 roku była wspo­mnia­na eosy­na, któ­rej nazwa wywo­dzi się od grec­kiej bogi­ni jutrzen­ki — Eos. Cha­rak­te­ry­zu­je się ona spe­cy­ficz­nym poły­skiem na powierzch­ni, któ­ry mie­ni się w świe­tle.

Po śmier­ci Vil­mo­sa w 1900 fabry­kę prze­jął jego syn, Miklós. To za jego spra­wą fabry­ka zaczę­ła two­rzyć wzo­ry w sty­lu sece­syj­nym, z któ­rych jest, wyda­je mi się, szcze­gól­nie zna­na. Zakład pozo­sta­wał w rękach kolej­nych człon­ków rodzi­ny Zsol­nay do 1948 roku, kie­dy został zna­cjo­na­li­zo­wa­ny. Zaprze­sta­no wte­dy pro­duk­cji ozdob­nych przed­mio­tów i pro­du­ko­wa­no izo­la­to­ry dla ZSRR. Od 1953 roku wzno­wio­no powró­co­no do pro­duk­cji por­ce­la­ny i innych ele­men­tów ozdob­nych i tak wszyst­ko w mniej lub bar­dziej zmie­nio­nej for­mie pra­cu­je do dzi­siaj. Jeśli ktoś jest w spo­sób szcze­gól­ny zain­te­re­so­wa­ny fabry­ką i jej dzie­ja­mi, odsy­łam do kata­lo­gu z wysta­wy, w któ­rym jest to opi­sa­ne dość skru­pu­lat­nie.

Wysta­wa była podzie­lo­na na sie­dem czę­ści: W poszu­ki­wa­niu miesz­czań­skie­go ładu, Tade­usz Sikor­ski, czy­li histo­ria pew­nej podró­ży, Zapał odkryw­ców, Kształ­ty natu­ry, Prze­strze­nie wyobraź­ni, W stro­nę folk­lo­ru i Węgier­ski język form.

W poszu­ki­wa­niu miesz­czań­skie­go ładu

W pierw­szej czę­ści wysta­wy zapre­zen­to­wa­no przed­mio­ty, któ­rych pro­duk­cja przy­pa­dła na cza­sy tzw. bel­le époque, czy­li od zakoń­cze­nia woj­ny fran­cu­sko-pru­skiej w 1871 roku do wybu­chu I WŚ. Rze­czy te mia­ły pod­no­sić pre­stiż naby­wa­ją­cych je głów­nie miesz­czan. Wśród naczyń pre­zen­to­wa­nych w tej czę­ści zna­la­zła się m.in. waza z moty­wem papry­czek z 1888 roku.

W kamie­ni­cy Hipo­li­tów, oddzia­le MHK, może­my zna­leźć wazę z uchwy­tem w kształ­cie parów­ki, więc dla­cze­go by nie ozdo­bić naczy­nia paprycz­ka­mi? Zwłasz­cza, że to bar­dzo wdzięcz­ne warzy­wo, któ­re­go kształt dopa­so­wał się w tym przy­pad­ku ide­al­nie do brzu­ś­ca wazy.

Wazon z moty­wem papry­czek, 1888, kamion­ka, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we / fot. MCK — mate­ria­ły pra­so­we

Moją uwa­gę zwró­ci­ła tak­że por­ce­la­no­wa seria Lotos pro­jek­tu wspo­mi­na­nej już Júlii Zsol­nay z 1882 roku. Jest to typo­wo kobie­ce wzor­nic­two. To stwier­dze­nie może pew­nie co ponie­któ­rych obru­szyć, ale wszel­kie fal­ban­ki koja­rzą się, przy­naj­mniej mi, bar­dzo żeń­sko. Napi­sa­łam o fal­ban­kach, bo takie było moje pierw­sze sko­ja­rze­nie, choć oczy­wi­ście nazwa serii suge­ru­je motyw flo­ral­ny. For­ma ta jest dostrze­gal­na zwłasz­cza w tale­rzy­kach. Ponad­to inten­syw­nie różo­wa bar­wa naczyń nawią­zy­wać ma do tytu­ło­we­go kwia­tu loto­su.

Júlia Zsol­nay, seria Lotos, 1882, fajans por­ce­la­no­wy, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we / fot. MCK — mate­ria­ły pra­so­we

Ponad­to, poza final­ny­mi dzie­ła­mi Júlii, poka­za­no też akwa­re­lo­we pro­jek­ty serii Lotos.

Júlia Zsol­nay, pro­jekt zesta­wu z serii Lotos, 1881, papier, ołó­wek, akwa­re­le
Júlia Zsol­nay, pro­jekt zesta­wu dese­ro­we­go (do lodów) z serii Lotos, 1881, papier, ołó­wek, akwa­re­le

Dru­ga część zesta­wu, stwo­rzo­na w 1891 roku z piro­gra­ni­tu, któ­ra nosi tę samą nazwę, zapro­jek­to­wa­na zosta­ła przez męża Júlii, Tade­usza, tudzież Tádé Sikor­skie­go. Sikor­ski pocho­dził z Pol­ski, lecz archi­tek­tu­rę stu­dio­wał w Mona­chium. Póź­niej został dyrek­to­rem szko­ły cera­micz­nej w Koło­myi (dzi­siej­sza Ukra­ina). W 1882 roku odwie­dził po raz pierw­szy Pecz i fabry­kę Zsol­nay, gdzie pra­co­wał przez następ­ne kil­ka­na­ście lat jako pro­jek­tant oraz dyrek­tor arty­stycz­ny. Umi­ło­wał sobie szcze­gól­nie styl sece­syj­ny, w któ­rym two­rzył wie­le przed­mio­tów. Ponad­to, Sikor­ski jest auto­rem pro­jek­tu mau­zo­leum rodzi­ny Zsol­nay, któ­re­go zdję­cia pro­jek­tów zamiesz­czam poni­żej.

Foto­gra­fia mau­zo­leum rodzi­ny Zsol­nay, proj. Tade­usz Sikor­ski
Tade­usz Sikor­ski, pro­jekt mau­zo­leum rodzi­ny Zsol­nay, 1901, papier, ołó­wek, akwa­re­la
Tade­usz Sikor­ski, pro­jekt mau­zo­leum rodzi­ny Zsol­nay, 1901, papier, ołó­wek, akwa­re­la

Zestaw Tádé rów­nież nawią­zu­je do moty­wu kwia­tu loto­su, jed­nak­że wedle mojej opi­nii, brak mu tej mięk­ko­ści, któ­ra cha­rak­te­ry­zu­je pro­jekt Júlii. Skła­da się na nie­go stół oraz dwa tabo­re­ty. W tym przy­pad­ku tak­że bar­wa jest odmien­na, bowiem Sikor­ski wybrał żół­cie, któ­re zesta­wił z brą­za­mi. Przed­mio­ty te odzna­cza­ją się pew­ną cięż­ko­ścią, choć nie spo­sób odmó­wić im uro­ku.

Tade­usz Sikor­ski, kom­plet Lotos (stół i dwa tabo­re­ty), 1891, piro­ga­nit, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we
Tade­usz Sikor­ski, tabo­re­ty Lotos, 1891, piro­ga­nit, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we

Wcze­śniej­szym pro­jek­tem Tade­usza Sikor­skie­go, któ­ry zna­lazł się w tej czę­ści wysta­wy jest Wazon z moty­wem raka pocho­dzą­cy z 1884 roku. Tuż obok tego nie­wąt­pli­wie oso­bli­we­go dzie­ła zna­lazł się rysun­ko­wy pro­jekt powsta­ły rok wcze­śniej, dzię­ki cze­mu mogli­śmy porów­nać zamysł pro­jek­tan­ta z final­nym dzie­łem. Zacho­wa­ne pro­jek­ty są nie­zwy­kle cen­ne, dla mnie chy­ba cza­sa­mi nawet bar­dziej niż wyko­na­ne już przed­mio­ty. Może to kwe­stia moje­go szcze­gól­ne­go umi­ło­wa­nia do pozna­wa­nia pro­ce­su twór­cze­go.

Tade­usz Sikor­ski, wazon z moty­wem raka, 1884, fajans, majo­li­ka
Tade­usz Sikor­ski, wazon z moty­wem raka, 1884, fajans, majo­li­ka
Tade­usz Sikor­ski, pro­jekt wazo­nu z moty­wem raka, 1883, papier, ołó­wek, akwa­re­la

Moją szcze­gól­ną uwa­gę zwró­ci­ły jesz­cze dwa maleń­stwa. Popiel­nicz­ka z 1886 roku oraz wazo­nik z lat 1895–97. Choć ich for­ma nie jest tak wybu­ja­ła jak poprzed­nich przed­mio­tów, zde­cy­do­wa­nie jed­nak przy­cią­ga­ją wzrok. Wazo­nik wyko­na­ny jest wspo­mi­na­ną na wstę­pie tech­ni­ką eosy­no­wą, przez co mie­ni się w prze­cud­ny i wyjąt­ko­wy dla niej spo­sób.

Popiel­nicz­ka, 1886, por­ce­la­na fajan­so­wa, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we
Wazon, 1895–97, kamion­ka, eosy­na

W tej czę­ści zna­la­zło się jesz­cze kil­ka przed­mio­tów i pro­jek­tów, ale nie spo­sób opi­sać ich tu wszyst­kich. Nie ma to zresz­tą więk­sze­go sen­su, ponie­waż wszyst­ko znaj­du­je się w kata­lo­gu.

Tade­usz Sikor­ski, czy­li histo­ria pew­nej podró­ży

O Sikor­skim wspo­mi­na­łam powy­żej. Kolej­ny etap naszej wysta­wo­wej podró­ży kon­cen­tro­wał się na oso­bie pro­jek­tan­ta i męża Júlii Zsol­nay. Tádé być może już pod­czas pierw­szej wizy­ty w Peczu w 1882 roku zapro­jek­to­wał serię naczyń. W 1900 roku został on sze­fem sek­cji pro­du­ku­ją­cej cera­mi­kę arty­stycz­ną. Był on przede wszyst­kim twór­cą wszech­stron­nym, nie ogra­ni­cza­ją­cym się do jed­nej sty­li­sty­ki. Cią­gle poszu­ki­wał nowych inspi­ra­cji, któ­rym dawał upust w kolej­nych wyko­na­nych prze­zeń pro­jek­tach. Stąd może­my podzi­wiać fan­ta­zyj­ne naczy­nia jego pomy­słu jak powy­żej, a tak­że przed­mio­ty nawią­zu­ją­ce np. do kul­tu­ry pre­ko­lum­bij­skiej, któ­re są szcze­gól­nie wdzięcz­ne.

Sko­ro już wspo­mnia­łam o naczy­niach wpa­so­wu­ją­cych się w sty­li­sty­kę pre­ko­lum­bij­ską, nale­ża­ło­by tako­we przy­kła­dy poka­zać. Oczy­wi­ście mój apa­rat posta­no­wił spła­tać mi figla, gdy robi­łam zdję­cia tym przed­mio­tom i nie­ste­ty nie są one naj­lep­szej jako­ści.

Pierw­szą rze­czą, oso­bli­wą i nie mają­cą żad­nej prak­tycz­nej funk­cji jest figur­ka (choć nie wiem czy to traf­ne okre­śle­nie) skła­da­ją­ca się z dwóch posta­ci połą­czo­nych ze sobą od tyłu. Opis brzmi skom­pli­ko­wa­nie, więc nie będę się wda­wać w szcze­gó­ły. Foto­gra­fie powin­ny być bar­dziej pomoc­ne niż moje nie­ja­sne roz­wa­ża­nia. Jest to pro­jekt Sikor­skie­go z 1897 roku.

Tade­usz Sikor­ski, przed­miot ozdob­ny w sty­lu pre­ko­lum­bij­skim, 1897, kamion­ka, eosy­na, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we / fot. MCK — mate­ria­ły pra­so­we
Tade­usz Sikor­ski, przed­miot ozdob­ny w sty­lu pre­ko­lum­bij­skim, 1897, kamion­ka, eosy­na, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we

Przy­znać muszę jed­nak, że bar­dziej od powyż­sze­go urze­kło mnie naczy­nie z głów­ka­mi bli­żej nie­okre­ślo­nych zwie­rza­ków. Cudo to Sikor­ski zapro­jek­to­wał w latach 1897–99.

Tade­usz Sikor­ski, dzban, 1898–1899, kamion­ka, eosy­na
Tade­usz Sikor­ski, dzban, 1898–1899, kamion­ka, eosy­na

W gro­nie tych oso­bli­wo­ści było jesz­cze kil­ka dzba­nusz­ków, mniej lub bar­dziej fan­ta­zyj­nych, wszyst­kich pięk­nie mie­nią­cych się w świe­tle. Dwa wazo­ny w kształ­cie pta­ków z lat 1898–1900 opi­sa­ne zosta­ły jako praw­do­po­dob­ne pro­jek­ty Sikor­skie­go. Fak­tycz­nie, nie­co róż­nią się od pozo­sta­łych w tej gru­pie, ale utrzy­ma­ne zosta­ły w podob­nej sty­li­sty­ce. Może są one jedy­nie bar­dziej zdob­ne.

Praw­do­po­dob­nie Tade­usz Sikor­ski, wazon w kształ­cie pta­ka, 1898–1900, kamion­ka, eosy­na

Pośród tych przed­mio­tów moją szcze­gól­ną uwa­gę przy­ku­ła doni­ca Sikor­skie­go z 1910 roku. Wyjąt­ko­wo pięk­ne naczy­nie pokry­te zosta­ło szkli­wem awen­tu­ry­no­wym, czy­li kry­sta­licz­nym, któ­re­go dro­bin­ki nada­ją naczy­niu błysz­czą­cą, nie­mal bro­ka­to­wą powierzch­nię.

Tade­usz Sikor­ski, doni­ca, 1910, kamion­ka, szkli­wo awen­tu­ry­no­we

Zapał odkryw­ców

Na tym eta­pie wysta­wy zosta­ły przed­sta­wio­ne przed­mio­ty wyko­na­ne w okre­sie, gdy cera­mi­ków szcze­gól­nie fascy­no­wał sze­ro­ko poję­ty Wschód. Zarów­no ten Bli­ski, jak i Dale­ki. Nie było to jed­nak śle­pe odtwa­rza­nie tam­tej­szych wzo­rów, a nie­ja­ko ‘fil­tro­wa­nie’ ich przez nowoz­do­by­tą przy­rod­ni­czą wie­dzę. Sta­ra­no się uzy­skać jak naj­bo­gat­szą kolo­ry­sty­kę, sto­su­jąc przy tym róż­ne tech­ni­ki, nawet byczą krew. Jak już wspo­mi­na­łam, Vil­mos Zsol­nay przez cały czas, któ­ry dzia­łał w fabry­ce, eks­pe­ry­men­to­wał. Nie były to eks­pe­ry­men­ty tanie, a tak­że nie przy­no­si­ły zakła­do­wi wiel­kich docho­dów. Choć zapew­ne więk­szość przed­się­bior­ców nazwa­ło­by takie zabie­gi głu­po­tą, Vil­mos był w tej kwe­stii wizjo­ne­rem i wie­dział, że bez uprzed­niej cięż­kiej i kosz­tow­nej pra­cy nie będzie w póź­niej­szym cza­sie zachwy­ca­ją­cych efek­tów.

Dzię­ki wszyst­kim tym wysił­kom w latach 1897–1907 powsta­ło m.in. kil­ka bar­dzo inte­re­su­ją­cych wazo­nów i deko­ra­cyj­nych dzba­nów, któ­re przed­sta­wiam poni­żej.

Wazon, 1907, kamion­ka, eosy­na
Dzban Askos, ok. 1900, kamion­ka, eosy­na, tech­ni­ka labra­do­ry­to­wa
Dzban z czte­re­ma uchwy­ta­mi, ok. 1900, kamion­ka, eosy­na
Wazon, 1900-05, kamion­ka, eosy­na / fot. MCK — mate­ria­ły pra­so­we
Dzban deko­ra­cyj­ny, 1897–98, kamion­ka, eosy­na
Dzban deko­ra­cyj­ny, 1897–98, kamion­ka, eosy­na

Kształ­ty natu­ry

Mniej wię­cej w tej samej cezu­rze cza­so­wej miesz­czą się przed­mio­ty umiesz­czo­ne w kolej­nej czę­ści wysta­wy, zaty­tu­ło­wa­nej Kształ­ty natu­ry. Etap fascy­na­cji natu­rą, któ­rą prze­kła­da­no na język sztu­ki, obec­ny był nie tyl­ko w cera­mi­ce. Wzo­ry flo­ry­stycz­ne wyko­rzy­sty­wa­no choć­by w meblar­stwie albo szklar­stwie arty­stycz­nym (świet­nym przy­kła­dem w obu tych dzie­dzi­nach jest Émi­le Gal­lé). Roz­wój sztu­ki opar­tej na natu­rze spo­wo­do­wa­ny był roz­wo­jem życia miej­skie­go, odizo­lo­wa­ne­go od wiej­skiej sie­lan­ki peł­nej uro­kli­wych pej­za­ży. Inspi­ra­cją były tak­że nie­zwy­kle popu­lar­ne w tym okre­sie drze­wo­ry­ty ukiyo-e, wyko­ny­wa­ne przez twór­ców ludo­wych w Japo­nii, m.in. przez uwiel­bia­ne­go prze­ze mnie Hoku­sa­ia. Ogrom­ny­mi pasjo­na­ta­mi tam­tej­szej sztu­ki ‘niskiej’ byli Impre­sjo­ni­ści, a chy­ba naj­więk­szym entu­zja­stą, poza Édo­uar­dem Mane­tem, był Vin­cent van Gogh. Nale­ży jed­nak pamię­tać, że w twór­czo­ści sece­syj­nej rów­nie waż­na co natu­ra była sty­li­za­cja, któ­ra nada­wa­ła ‘uwię­zio­nym’ na naczy­niach final­ny kształt.

W tej czę­ści szcze­gól­nie urzekł mnie ogrom­ny wazon w kształ­cie musz­li, od któ­re­go nie mogłam ode­rwać wzro­ku. Pocho­dzi on z lat 1899–1900. Masyw­na i skom­pli­ko­wa­na for­ma naczy­nia wspa­nia­le współ­gra tutaj z eosy­no­wym poły­skiem.

Naczy­nie w kształ­cie musz­li, 1899–1900, kamion­ka, eosy­na

Poza musz­lą moją uwa­gę przy­ku­ła tak­że gablo­ta z czte­re­ma tale­rza­mi, wyko­na­ny­mi w latach 1895–1898. Chęt­nie widzia­ła­bym w swo­ich zbio­rach zwłasz­cza fio­le­to­wy i zło­ty, zapro­jek­to­wa­ne przez Józ­se­fa Rippl-Rónai. Rippl-Rónai jest auto­rem zasta­wy jadal­ni dla hra­bi Tiva­da­ra András­sy­ego, z któ­re­go pocho­dzi jesz­cze jeden talerz poka­za­ny na wysta­wie. Zestaw skła­da­ją­cy się z 72 ele­men­tów wyko­na­ny został oczy­wi­ście w fabry­ce Zsol­nay.

Tale­rze, 1895–98, kamion­ka, eosy­na
Józ­sef Rippl-Rónai, talerz z ser­wi­su zapro­jek­to­wa­ne­go do jadal­ni hra­bie­go Tiva­da­ra András­sy­ego, 1898, por­ce­la­na fajan­so­wa, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we
Talerz, 1895, kamion­ka, eosy­na
Talerz, 1898, kamion­ka, eosy­na, relief
Józ­sef Rippl-Rónai, talerz, 1898, kamion­ka, eosy­na
Józ­sef Rippl-Rónai, talerz, 1898, kamion­ka, eosy­na

Spodo­ba­ły mi się tak­że nie­zwy­kle wszel­kie wazo­ni­ki usta­wio­ne jeden obok dru­gie­go, któ­re zarów­no w kom­ple­cie, jak i osob­no wyglą­da­ły pięk­nie. Jestem napraw­dę urze­czo­na tech­ni­ką eosy­no­wą.

Dłu­go pochy­la­łam się nad wazo­nem z 1903 roku pro­jek­tu Sán­do­ra Apáti Abta. Apáti Abt pra­cę w Zsol­nay roz­po­czął w 1898 roku, gdzie pra­co­wał nad przed­mio­ta­mi na wysta­wę świa­to­wą w Pary­żu. Był zarów­no pro­jek­tan­tem, jak i nauczy­cie­lem w przy­fa­brycz­nej szko­le. Miał tak­że swój udział w budo­wie wspo­mi­na­nym na począt­ku mau­zo­leum rodzi­ny Zsol­nay, pro­jek­tu Tade­usza Sikor­skie­go. Apáti Abt wyko­nał tam deko­ra­cje rzeź­biar­skie, bowiem z zawo­du był rzeź­bia­rzem (stu­dio­wał rzeź­bę na mona­chij­skiej Aka­de­mii Sztuk Pięk­nych).

Sán­dor Apáti Abt, wazon, 1903, fajans, eosy­na, tech­ni­ka “tygry­sia”

Prze­strze­nie wyobraź­ni

Ta część cha­rak­te­ry­zu­je się przede wszyst­kim mno­go­ścią moty­wów antro­po­mor­ficz­nych. Zarów­no w zakre­sie for­my, jak i spo­so­bu zdo­bie­nia. Kształ­ty naczyń,  poza tymi, gdzie znaj­du­ją się posta­cie, są bar­dziej uprosz­czo­ne w porów­na­niu do poprzed­nich, nato­miast ich ozdob­ność obja­wia się w deko­ra­cji.

Moim nie­kwe­stio­no­wa­nym fawo­ry­tem tego eta­pu wysta­wy jest żar­di­nie­ra z kobie­tą zarzu­ca­ją­cą sieć z 1902 roku autor­stwa Zyg­mun­da Sixtu­sa Dzbań­skie­go. Dzbań­ski, jak wska­zu­je jego nazwi­sko, był pol­skim twór­cą, któ­re­go rzeź­by nauczał we Lwo­wie sam wspa­nia­ły Leonard Mar­co­ni (któ­re­go kra­ko­wia­nie zna­ją cho­ciaż­by z pomni­ka Tade­usza Kościusz­ki na Wawe­lu, a war­sza­wia­nie z deko­ra­cji fon­tan­ny na skwe­rze Bata­lio­nu Har­cer­skie­go AK “Wigry”). Naczy­nie to jest zaprze­cze­niem tego, co napi­sa­łam w poprzed­nim para­gra­fie, jed­nak­że w tym przy­pad­ku kolo­ry­stycz­ne zdo­bie­nia nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej for­my są nie­wiel­kie, zacho­wa­na więc zosta­ła pew­na har­mo­nia spra­wia­ją­ca, iż to naczy­nie jest tak bar­dzo pięk­ne.

Zyg­mund Sixtus Dzbań­ski, żar­di­nie­ra z kobie­tą zarzu­ca­ją­cą sieć, 1902, kamion­ka, eosy­na, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we
Zyg­mund Sixtus Dzbań­ski, żar­di­nie­ra z kobie­tą zarzu­ca­ją­cą sieć, 1902, kamion­ka, eosy­na, szkli­wo wyso­ko­to­pli­we

Pięk­ne były tak­że dwa naczy­nia Sán­do­ra Hidas­sy Pil­ló. Hidas­sy Pil­ló, po zdo­by­ciu wykształ­ce­nia w buda­pesz­tań­skiej Szko­le Sztu­ki Użyt­ko­wej w zakre­sie malar­stwa, pra­co­wał przez 7 lat w fabry­ce Zsol­nay jako pro­jek­tant, ale tak­że wła­ści­wy twór­ca kil­ku wazo­nów.  Z racji tego, iż był rów­nież teno­rem, musiał porzu­cić pra­cę w zakła­dzie, gdyż tam­tej­sze fabrycz­ne powie­trze zaszko­dzi­ło jego płu­com, a zatem też wokal­nej karie­rze.

Sán­dor Hidas­sy Pil­ló, wazo­ny­1907-13, kamion­ka, eosy­na

Była tam też jed­na rzecz bar­dzo oso­bli­wa, choć nie wiem czy mogę napi­sać, że mi się podo­ba­ła. For­ma tego wazo­nu od razu sko­ja­rzy­ła mi się z naczy­nia­mi kre­teń­ski­mi, a kon­kret­nie z wazą z ośmior­ni­cą. Nawet uło­że­nie flo­ral­nych zdo­bień jest tro­chę jak mac­ki gło­wo­no­ga. Nama­lo­wa­na kobie­ta jed­nak koja­rzy mi się z czymś chro­no­lo­gicz­nie bar­dzo odle­głym od antycz­nej Kre­ty. Może jest to Munch, może tro­chę Schie­le… Trud­no mi okre­ślić na 100%, ale coś w tym guście koła­cze się w mojej gło­wie. Jest to pro­jekt z 1911 roku jed­ne­go z człon­ków rodu Zsol­nay, mia­no­wi­cie Lász­ló Mat­ty­aso­vsz­ky-Zsol­nay­ego, syna Teréz Zsol­nay i Jaka­ba Mat­ty­aso­vsz­kie­go. Lász­ló ode­brał sta­ran­ne wykształ­ce­nie w zakre­sie wzor­ni­cwa i pro­jek­to­wa­nia sztu­ki użyt­ko­wej w Mona­chium. Tam też roz­po­czął stu­dia malar­skie, któ­re kon­ty­nu­ował w Pary­żu. To wła­śnie Mat­ty­aso­vsz­ky-Zsol­nay zapo­cząt­ko­wał w rodzin­nej fabry­ce malo­wa­nie por­ce­la­ny pod szkli­wem, a tak­że mody­fi­ko­wał tech­ni­kę eosy­no­wą.

Lasz­ló Mat­ty­aso­vsz­ky Zsol­nay, 1911, kamion­ka, eosy­na
Lasz­ló Mat­ty­aso­vsz­ky Zsol­nay, 1911, kamion­ka, eosy­na

W stro­nę folk­lo­ru

Sztan­da­ro­wym wyro­bem fabry­ki Zsol­nay o rodo­wo­dzie ludo­wym jest seria tuli­pa­nów, któ­re są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla węgier­skie­go folk­lo­ru. Zami­ło­wa­nie do ludo­wo­ści na prze­ło­mie XIX i XX wie­ku było sil­ne nie tyl­ko na Węgrzech, bowiem tak­że sztu­ka pol­ska obfi­tu­je w podob­ne roz­wią­za­nia (cho­ciaż­by gru­pa Rytm dzia­ła­ją­ca w dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym, odwo­łu­ją­ca się m.in. do tra­dy­cji pod­ha­lań­skich). Węgrzy łączy­li rodzi­mą sztu­kę z mod­ną sece­sją, nada­jąc wytwo­rzo­nym przed­mio­tom indy­wi­du­al­ny cha­rak­ter. Wspo­mnia­ne tuli­pa­ny zosta­ły zapre­zen­to­wa­ne na wysta­wie świa­to­wej w Pary­żu w 1900 roku, gdzie przed­sta­wio­no 100 róż­nych warian­tów tego moty­wu.

Acz­kol­wiek ta część wysta­wy  to nie jedy­nie tuli­pa­ny. Poja­wia­ją się rów­nież ele­men­ty antro­po­mor­ficz­ne (np. tań­czą­ce posta­cie), wstąż­ki, inne rośli­ny itp.

Eks­po­zy­cja cera­mi­ki w fabry­ce Zsol­nay, ok. 1898–1900

Kie­lich w kształ­cie tuli­pa­na, 1898–1900, kamion­ka, eosy­na / fot. MCK — mate­ria­ły
Kie­lich w kształ­cie tuli­pa­na, 1898–1900, kamion­ka, eosy­na / fot. MCK — mate­ria­ły
Wazon z uchwy­ta­mi w kształ­cie wstą­żek, 1898–1899, kamion­ka, eosy­na, tech­ni­ka Tiffany’ego / fot. MCK — mate­ria­ły

Węgier­ski język form

Ostat­nim przy­stan­kiem wysta­wy była część poświę­co­na ele­men­tom archi­tek­to­nicz­nym, któ­re były wytwa­rza­ne przez fabry­kę Zsol­nay. To tutaj swo­je zasto­so­wa­nie zna­lazł wspo­mi­na­ny na począt­ku piro­gra­nit. Zsol­nay nie­mal od począt­ku swo­je­go ist­nie­nia pro­du­ko­wa­ło cera­mi­kę archi­tek­to­nicz­ną, a wraz z roz­wo­jem przed­się­bior­stwa, jej ilość sta­le się zwięk­sza­ła, czy­niąc Zsol­nay lide­rem na węgier­skim ryn­ku w wytwa­rza­niu tego typu deko­ra­cji. Dzię­ki wie­lo­barw­nym deko­ra­cjom archi­tek­tu­ra Węgier zyska­ła swój uni­kal­ny cha­rak­ter, któ­re­go do tej pory nie mia­ła.

Jeśli archi­tek­tu­ra, to kolo­ro­we ele­men­ty dachu, porę­czy, deko­ra­cyj­ne fry­zy, ale nie tyl­ko. To tak­że wie­lo­barw­ne kafel­ki, któ­re zachwy­ca­ją swo­ją pięk­ną for­mą i nie­zmien­nie zachwy­ca­ją­cą kolo­ry­sty­ką. Mogła­bym przy­glą­dać się tym przed­mio­tom godzi­na­mi, a i tak nie dopa­dła­by mnie nuda.

Kafel­ki, ok. 1900 (1902 kafe­lek z cie­trze­wiem, fajans, eosy­na), piro­gra­nit, eosy­na

Bar­dzo cie­szy mnie, że wyeks­po­no­wa­no takie obiek­ty jak ele­men­ty dachu czy deko­ra­cji fasa­dy, gdyż nie jest to rzecz, któ­rą moż­na na co dzień podzi­wiać z takiej per­spek­ty­wy, nawet miesz­ka­jąc na Węgrzech. Poni­żej znaj­du­je się kil­ka zdjęć reali­za­cji Ödöna Lech­ne­ra, węgier­skie­go archi­tek­ta i przy­ja­cie­la Vil­mo­sa Zsol­nay­ego, z któ­rym odbył wspól­nie podróż do Anglii w 1889 roku, pod­czas któ­rej w Lon­dy­nie stu­dio­wa­li zbio­ry orien­tal­nej cera­mi­ki w Muzeum Wik­to­rii i Alber­ta. Lech­ner uwa­ża­ny jest za twór­cę węgier­skie­go sty­lu naro­do­we­go w archi­tek­tu­rze.

Ödön Lech­ner, ele­ment dachu Insty­tu­tu Geo­lo­gii, 1898, gla­zu­ro­wa­ny piro­gra­nit
Ödön Lech­ner, ele­ment deko­ra­cyj­ny porę­czy z westy­bu­lu Muzeum Sztu­ki Użyt­ko­wej, 1895, gla­zu­ro­wa­ny piro­gra­nit
Ödön Lech­ner, ele­ment deko­ra­cyj­ny porę­czy z westy­bu­lu Muzeum Sztu­ki Użyt­ko­wej, 1895, gla­zu­ro­wa­ny piro­gra­nit

I to by był koniec podró­ży po tej nie­sa­mo­wi­tej eks­po­zy­cji, któ­ra już obec­nie jest histo­rią. Nie­ste­ty warun­ki dla ama­tor­skie­go foto­gra­fa były nie­sprzy­ja­ją­ce, a zatem część moich zdjęć po pro­stu nie wyszła, ale za to wszyst­kie eks­po­na­ty były tak cudow­nie pod­świe­tlo­ne, że mogę winić tyl­ko sie­bie, że nie mam lep­szych umie­jęt­no­ści. Na szczę­ście ist­nie­je coś takie­go jak mate­ria­ły pra­so­we, za co ser­decz­ne dzię­ki MCKo­wi :) Dzię­ku­ję też bar­dzo, bar­dzo Eli za uży­cze­nie kata­lo­gu, któ­ry nie­zwy­kle pomógł mi przy two­rze­niu tej not­ki! W każ­dym razie wysta­wa była nie­wąt­pli­wie ucztą dla zmy­słu wzro­ku i ten, kto nie zdą­żył, niech żału­je. Na szczę­ście uda­ło mi się uchwy­cić namiast­kę tego wyda­rze­nia. Cóż, być może jesz­cze ktoś w Pol­sce zde­cy­du­je się na to, by wyeks­po­no­wać cera­mi­kę Zsol­nay, choć oczy­wi­ście trze­ba przy­znać, że sami mamy w naszym kra­ju świet­ne cera­micz­ne tra­dy­cje. Jeśli nie, pozo­sta­je nam udać się do Janus Pan­no­nius Múzeum w Peczu, skąd pocho­dzą eks­po­na­ty poka­zy­wa­ne na wysta­wie Zsol­nay. Węgier­ska sece­sja.

Dodaj komentarz