Wystawa: Zsolnay. Węgierska secesja.

Co praw­da pi­szę tro­chę po fak­cie, bo wy­sta­wa wła­śnie się za­koń­czy­ła, ale ostat­nio cier­pię na chro­nicz­ny brak cza­su, a bar­dzo chcia­ła­bym wspo­mnieć o tym wi­do­wi­sku, któ­re mia­łam oka­zję po­dzi­wiać ja­kieś dwa-trzy ty­go­dnie te­mu. Kraków w tym ro­ku ob­fi­tu­je w wy­da­rze­nia zwią­za­ne z na­szy­mi nie­gdy­siej­szy­mi są­sia­da­mi, bo­wiem od 19 ma­ja ubie­głe­go ro­ku do grud­nia 2017 w Polsce trwa rok kul­tu­ry wę­gier­skiej. W efek­cie te­go mie­li­śmy w daw­nej sto­li­cy przy­naj­mniej dwie świet­ne wy­sta­wy po­dej­mu­ją­ce te­ma­ty­kę Madziarów (Zsolnay nie­ste­ty już się za­koń­czy­ła, na­to­miast Na wspól­nej dro­dze. Kraków i Budapeszt w śre­dnio­wie­czu w Muzeum Historycznym cią­gle jesz­cze trwa).
Na po­cząt­ku wy­pa­da­ło­by wy­ja­śnić tym, któ­rzy na wy­sta­wie nie by­li, cze­go w ogó­le ty­czy się pierw­szy enig­ma­tycz­ny trzon na­zwy wy­sta­wy. Zsolnay, mia­no­wi­cie, jest na­zwą cią­gle dzia­ła­ją­cej jesz­cze wy­twór­ni ce­ra­mi­ki, któ­ra mie­ści się w Peczu w po­łu­dnio­wych Węgrzech.

Zakład zo­stał za­ło­żo­ny przez miej­sco­we­go kup­ca, Miklósa Zsolnayego, w 1853 ro­ku, jed­nak już rok póź­niej Miklós prze­pi­sał go swe­mu sy­no­wi Ignácowi. Siedem lat po za­ło­że­niu wy­twór­ni, w wy­ni­ku jej za­ku­pu, wła­ści­cie­lem zo­stał młod­szy brat Ignáca, Vilmos, dzię­ki któ­re­mu wy­twór­nia za­czę­ła się pręż­nie roz­wi­jać. Vilmos nie chciał być je­dy­nie za­rząd­cą i pod­jął się sa­mo­dziel­nej na­uki wy­twa­rza­nia ce­ra­micz­nych wy­ro­bów. W la­tach sie­dem­dzie­sią­tych, gdy fa­bry­ka, mi­mo suk­ce­sów (m.in. zdo­by­cia or­de­ru Franciszka Józefa III kla­sy na wy­sta­wie świa­to­wej w Wiedniu w 1873 ro­ku) zma­ga­ła się z pro­ble­ma­mi fi­nan­so­wy­mi, Vilmos po­za za­rzą­dza­niem, zaj­mo­wał się tak­że pro­jek­to­wa­niem. Cały czas pro­wa­dził on tak­że eks­pe­ry­men­ty ze szkli­wa­mi, któ­re w póź­niej­szych la­tach do­pro­wa­dzi­ły do po­wsta­nia no­wych, in­te­re­su­ją­cych tech­nik. Ciężka pra­ca Vilmosa, a tak­że je­go dzie­ci, Miklósa oraz Teréz i Júlii, zo­sta­ła na­gro­dzo­na zło­tym me­da­lem i grand prix w 1878 ro­ku na wy­sta­wie świa­to­wej w Paryżu.

W po­czet do­ko­nań Vilmosa Zsolnayego trze­ba za­li­czyć wy­na­le­zie­nie tech­ni­ki pi­ro­gra­ni­tu i eosy­ny. Pierwsza po­le­ga na do­da­niu do gli­ny mie­lo­ne­go sza­mo­tu, dzię­ki cze­mu je­go struk­tu­ra przy­po­mi­na­ła pia­sek, za­tem po od­po­wied­nim za­bar­wie­niu z po­wo­dze­niem mógł imi­to­wać ka­mień. Pirogranit wy­pa­la­no w tem­pe­ra­tu­rze 1100℃. Ponadto pi­ro­gra­nit moż­na by­ło szkli­wić, za­tem wy­ko­rzy­sty­wa­no go do two­rze­nia fan­ta­zyj­nych, wie­lo­barw­nych de­ta­li ar­chi­tek­to­nicz­nych. Drugą tech­ni­ką, za­pre­zen­to­wa­ną ofi­cjal­nie po raz pierw­szy pod­czas Wystawy Milenijnej w 1896 ro­ku by­ła wspo­mnia­na eosy­na, któ­rej na­zwa wy­wo­dzi się od grec­kiej bo­gi­ni ju­trzen­ki – Eos. Charakteryzuje się ona spe­cy­ficz­nym po­ły­skiem na po­wierzch­ni, któ­ry mie­ni się w świe­tle.

Po śmier­ci Vilmosa w 1900 fa­bry­kę prze­jął je­go syn, Miklós. To za je­go spra­wą fa­bry­ka za­czę­ła two­rzyć wzo­ry w sty­lu se­ce­syj­nym, z któ­rych jest, wy­da­je mi się, szcze­gól­nie zna­na. Zakład po­zo­sta­wał w rę­kach ko­lej­nych człon­ków ro­dzi­ny Zsolnay do 1948 ro­ku, kie­dy zo­stał zna­cjo­na­li­zo­wa­ny. Zaprzestano wte­dy pro­duk­cji ozdob­nych przed­mio­tów i pro­du­ko­wa­no izo­la­to­ry dla ZSRR. Od 1953 ro­ku wzno­wio­no po­wró­co­no do pro­duk­cji por­ce­la­ny i in­nych ele­men­tów ozdob­nych i tak wszyst­ko w mniej lub bar­dziej zmie­nio­nej for­mie pra­cu­je do dzi­siaj. Jeśli ktoś jest w spo­sób szcze­gól­ny za­in­te­re­so­wa­ny fa­bry­ką i jej dzie­ja­mi, od­sy­łam do ka­ta­lo­gu z wy­sta­wy, w któ­rym jest to opi­sa­ne dość skru­pu­lat­nie.

Wystawa by­ła po­dzie­lo­na na sie­dem czę­ści: W po­szu­ki­wa­niu miesz­czań­skie­go ła­du, Tadeusz Sikorski, czy­li hi­sto­ria pew­nej po­dró­ży, Zapał od­kryw­ców, Kształty na­tu­ry, Przestrzenie wy­obraź­ni, W stro­nę folk­lo­ru i Węgierski ję­zyk form.

W po­szu­ki­wa­niu miesz­czań­skie­go ła­du

W pierw­szej czę­ści wy­sta­wy za­pre­zen­to­wa­no przed­mio­ty, któ­rych pro­duk­cja przy­pa­dła na cza­sy tzw. bel­le épo­que, czy­li od za­koń­cze­nia woj­ny francusko-pruskiej w 1871 ro­ku do wy­bu­chu I WŚ. Rzeczy te mia­ły pod­no­sić pre­stiż na­by­wa­ją­cych je głów­nie miesz­czan. Wśród na­czyń pre­zen­to­wa­nych w tej czę­ści zna­la­zła się m.in. wa­za z mo­ty­wem pa­pry­czek z 1888 ro­ku.

W ka­mie­ni­cy Hipolitów, od­dzia­le MHK, mo­że­my zna­leźć wa­zę z uchwy­tem w kształ­cie pa­rów­ki, więc dla­cze­go by nie ozdo­bić na­czy­nia pa­prycz­ka­mi? Zwłaszcza, że to bar­dzo wdzięcz­ne wa­rzy­wo, któ­re­go kształt do­pa­so­wał się w tym przy­pad­ku ide­al­nie do brzu­ś­ca wa­zy.

Wazon z mo­ty­wem pa­pry­czek, 1888, ka­mion­ka, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we / fot. MCK – ma­te­ria­ły pra­so­we

Moją uwa­gę zwró­ci­ła tak­że por­ce­la­no­wa se­ria Lotos pro­jek­tu wspo­mi­na­nej już Júlii Zsolnay z 1882 ro­ku. Jest to ty­po­wo ko­bie­ce wzor­nic­two. To stwier­dze­nie mo­że pew­nie co po­nie­któ­rych ob­ru­szyć, ale wszel­kie fal­ban­ki ko­ja­rzą się, przy­naj­mniej mi, bar­dzo żeń­sko. Napisałam o fal­ban­kach, bo ta­kie by­ło mo­je pierw­sze sko­ja­rze­nie, choć oczy­wi­ście na­zwa se­rii su­ge­ru­je mo­tyw flo­ral­ny. Forma ta jest do­strze­gal­na zwłasz­cza w ta­le­rzy­kach. Ponadto in­ten­syw­nie ró­żo­wa bar­wa na­czyń na­wią­zy­wać ma do ty­tu­ło­we­go kwia­tu lo­to­su.

Júlia Zsolnay, se­ria Lotos, 1882, fa­jans por­ce­la­no­wy, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we / fot. MCK – ma­te­ria­ły pra­so­we

Ponadto, po­za fi­nal­ny­mi dzie­ła­mi Júlii, po­ka­za­no też akwa­re­lo­we pro­jek­ty se­rii Lotos.

Júlia Zsolnay, pro­jekt ze­sta­wu z se­rii Lotos, 1881, pa­pier, ołó­wek, akwa­re­le
Júlia Zsolnay, pro­jekt ze­sta­wu de­se­ro­we­go (do lo­dów) z se­rii Lotos, 1881, pa­pier, ołó­wek, akwa­re­le

Druga część ze­sta­wu, stwo­rzo­na w 1891 ro­ku z pi­ro­gra­ni­tu, któ­ra no­si tę sa­mą na­zwę, za­pro­jek­to­wa­na zo­sta­ła przez mę­ża Júlii, Tadeusza, tu­dzież Tádé Sikorskiego. Sikorski po­cho­dził z Polski, lecz ar­chi­tek­tu­rę stu­dio­wał w Monachium. Później zo­stał dy­rek­to­rem szko­ły ce­ra­micz­nej w Kołomyi (dzi­siej­sza Ukraina). W 1882 ro­ku od­wie­dził po raz pierw­szy Pecz i fa­bry­kę Zsolnay, gdzie pra­co­wał przez na­stęp­ne kil­ka­na­ście lat ja­ko pro­jek­tant oraz dy­rek­tor ar­ty­stycz­ny. Umiłował so­bie szcze­gól­nie styl se­ce­syj­ny, w któ­rym two­rzył wie­le przed­mio­tów. Ponadto, Sikorski jest au­to­rem pro­jek­tu mau­zo­leum ro­dzi­ny Zsolnay, któ­re­go zdję­cia pro­jek­tów za­miesz­czam po­ni­żej.

Fotografia mau­zo­leum ro­dzi­ny Zsolnay, proj. Tadeusz Sikorski
Tadeusz Sikorski, pro­jekt mau­zo­leum ro­dzi­ny Zsolnay, 1901, pa­pier, ołó­wek, akwa­re­la
Tadeusz Sikorski, pro­jekt mau­zo­leum ro­dzi­ny Zsolnay, 1901, pa­pier, ołó­wek, akwa­re­la

Zestaw Tádé rów­nież na­wią­zu­je do mo­ty­wu kwia­tu lo­to­su, jed­nak­że we­dle mo­jej opi­nii, brak mu tej mięk­ko­ści, któ­ra cha­rak­te­ry­zu­je pro­jekt Júlii. Składa się na nie­go stół oraz dwa ta­bo­re­ty. W tym przy­pad­ku tak­że bar­wa jest od­mien­na, bo­wiem Sikorski wy­brał żół­cie, któ­re ze­sta­wił z brą­za­mi. Przedmioty te od­zna­cza­ją się pew­ną cięż­ko­ścią, choć nie spo­sób od­mó­wić im uro­ku.

Tadeusz Sikorski, kom­plet Lotos (stół i dwa ta­bo­re­ty), 1891, pi­ro­ga­nit, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we
Tadeusz Sikorski, ta­bo­re­ty Lotos, 1891, pi­ro­ga­nit, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we

Wcześniejszym pro­jek­tem Tadeusza Sikorskiego, któ­ry zna­lazł się w tej czę­ści wy­sta­wy jest Wazon z mo­ty­wem ra­ka po­cho­dzą­cy z 1884 ro­ku. Tuż obok te­go nie­wąt­pli­wie oso­bli­we­go dzie­ła zna­lazł się ry­sun­ko­wy pro­jekt po­wsta­ły rok wcze­śniej, dzię­ki cze­mu mo­gli­śmy po­rów­nać za­mysł pro­jek­tan­ta z fi­nal­nym dzie­łem. Zachowane pro­jek­ty są nie­zwy­kle cen­ne, dla mnie chy­ba cza­sa­mi na­wet bar­dziej niż wy­ko­na­ne już przed­mio­ty. Może to kwe­stia mo­je­go szcze­gól­ne­go umi­ło­wa­nia do po­zna­wa­nia pro­ce­su twór­cze­go.

Tadeusz Sikorski, wa­zon z mo­ty­wem ra­ka, 1884, fa­jans, ma­jo­li­ka
Tadeusz Sikorski, wa­zon z mo­ty­wem ra­ka, 1884, fa­jans, ma­jo­li­ka
Tadeusz Sikorski, pro­jekt wa­zo­nu z mo­ty­wem ra­ka, 1883, pa­pier, ołó­wek, akwa­re­la

Moją szcze­gól­ną uwa­gę zwró­ci­ły jesz­cze dwa ma­leń­stwa. Popielniczka z 1886 ro­ku oraz wa­zo­nik z lat 1895-97. Choć ich for­ma nie jest tak wy­bu­ja­ła jak po­przed­nich przed­mio­tów, zde­cy­do­wa­nie jed­nak przy­cią­ga­ją wzrok. Wazonik wy­ko­na­ny jest wspo­mi­na­ną na wstę­pie tech­ni­ką eosy­no­wą, przez co mie­ni się w prze­cud­ny i wy­jąt­ko­wy dla niej spo­sób.

Popielniczka, 1886, por­ce­la­na fa­jan­so­wa, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we
Wazon, 1895-97, ka­mion­ka, eosy­na

W tej czę­ści zna­la­zło się jesz­cze kil­ka przed­mio­tów i pro­jek­tów, ale nie spo­sób opi­sać ich tu wszyst­kich. Nie ma to zresz­tą więk­sze­go sen­su, po­nie­waż wszyst­ko znaj­du­je się w ka­ta­lo­gu.

Tadeusz Sikorski, czy­li hi­sto­ria pew­nej po­dró­ży

O Sikorskim wspo­mi­na­łam po­wy­żej. Kolejny etap na­szej wy­sta­wo­wej po­dró­ży kon­cen­tro­wał się na oso­bie pro­jek­tan­ta i mę­ża Júlii Zsolnay. Tádé być mo­że już pod­czas pierw­szej wi­zy­ty w Peczu w 1882 ro­ku za­pro­jek­to­wał se­rię na­czyń. W 1900 ro­ku zo­stał on sze­fem sek­cji pro­du­ku­ją­cej ce­ra­mi­kę ar­ty­stycz­ną. Był on przede wszyst­kim twór­cą wszech­stron­nym, nie ogra­ni­cza­ją­cym się do jed­nej sty­li­sty­ki. Ciągle po­szu­ki­wał no­wych in­spi­ra­cji, któ­rym da­wał upust w ko­lej­nych wy­ko­na­nych prze­zeń pro­jek­tach. Stąd mo­że­my po­dzi­wiać fan­ta­zyj­ne na­czy­nia je­go po­my­słu jak po­wy­żej, a tak­że przed­mio­ty na­wią­zu­ją­ce np. do kul­tu­ry pre­ko­lum­bij­skiej, któ­re są szcze­gól­nie wdzięcz­ne.

Skoro już wspo­mnia­łam o na­czy­niach wpa­so­wu­ją­cych się w sty­li­sty­kę pre­ko­lum­bij­ską, na­le­ża­ło­by ta­ko­we przy­kła­dy po­ka­zać. Oczywiście mój apa­rat po­sta­no­wił spła­tać mi fi­gla, gdy ro­bi­łam zdję­cia tym przed­mio­tom i nie­ste­ty nie są one naj­lep­szej ja­ko­ści.

Pierwszą rze­czą, oso­bli­wą i nie ma­ją­cą żad­nej prak­tycz­nej funk­cji jest fi­gur­ka (choć nie wiem czy to traf­ne okre­śle­nie) skła­da­ją­ca się z dwóch po­sta­ci po­łą­czo­nych ze so­bą od ty­łu. Opis brzmi skom­pli­ko­wa­nie, więc nie bę­dę się wda­wać w szcze­gó­ły. Fotografie po­win­ny być bar­dziej po­moc­ne niż mo­je nie­ja­sne roz­wa­ża­nia. Jest to pro­jekt Sikorskiego z 1897 ro­ku.

Tadeusz Sikorski, przed­miot ozdob­ny w sty­lu pre­ko­lum­bij­skim, 1897, ka­mion­ka, eosy­na, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we / fot. MCK – ma­te­ria­ły pra­so­we
Tadeusz Sikorski, przed­miot ozdob­ny w sty­lu pre­ko­lum­bij­skim, 1897, ka­mion­ka, eosy­na, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we

Przyznać mu­szę jed­nak, że bar­dziej od po­wyż­sze­go urze­kło mnie na­czy­nie z głów­ka­mi bli­żej nie­okre­ślo­nych zwie­rza­ków. Cudo to Sikorski za­pro­jek­to­wał w la­tach 1897-99.

Tadeusz Sikorski, dzban, 1898–1899, ka­mion­ka, eosy­na
Tadeusz Sikorski, dzban, 1898–1899, ka­mion­ka, eosy­na

W gro­nie tych oso­bli­wo­ści by­ło jesz­cze kil­ka dzba­nusz­ków, mniej lub bar­dziej fan­ta­zyj­nych, wszyst­kich pięk­nie mie­nią­cych się w świe­tle. Dwa wa­zo­ny w kształ­cie pta­ków z lat 1898-1900 opi­sa­ne zo­sta­ły ja­ko praw­do­po­dob­ne pro­jek­ty Sikorskiego. Faktycznie, nie­co róż­nią się od po­zo­sta­łych w tej gru­pie, ale utrzy­ma­ne zo­sta­ły w po­dob­nej sty­li­sty­ce. Może są one je­dy­nie bar­dziej zdob­ne.

Prawdopodobnie Tadeusz Sikorski, wa­zon w kształ­cie pta­ka, 1898-1900, ka­mion­ka, eosy­na

Pośród tych przed­mio­tów mo­ją szcze­gól­ną uwa­gę przy­ku­ła do­ni­ca Sikorskiego z 1910 ro­ku. Wyjątkowo pięk­ne na­czy­nie po­kry­te zo­sta­ło szkli­wem awen­tu­ry­no­wym, czy­li kry­sta­licz­nym, któ­re­go dro­bin­ki na­da­ją na­czy­niu błysz­czą­cą, nie­mal bro­ka­to­wą po­wierzch­nię.

Tadeusz Sikorski, do­ni­ca, 1910, ka­mion­ka, szkli­wo awen­tu­ry­no­we

Zapał od­kryw­ców

Na tym eta­pie wy­sta­wy zo­sta­ły przed­sta­wio­ne przed­mio­ty wy­ko­na­ne w okre­sie, gdy ce­ra­mi­ków szcze­gól­nie fa­scy­no­wał sze­ro­ko po­ję­ty Wschód. Zarówno ten Bliski, jak i Daleki. Nie by­ło to jed­nak śle­pe od­twa­rza­nie tam­tej­szych wzo­rów, a nie­ja­ko ‚fil­tro­wa­nie’ ich przez no­woz­do­by­tą przy­rod­ni­czą wie­dzę. Starano się uzy­skać jak naj­bo­gat­szą ko­lo­ry­sty­kę, sto­su­jąc przy tym róż­ne tech­ni­ki, na­wet by­czą krew. Jak już wspo­mi­na­łam, Vilmos Zsolnay przez ca­ły czas, któ­ry dzia­łał w fa­bry­ce, eks­pe­ry­men­to­wał. Nie by­ły to eks­pe­ry­men­ty ta­nie, a tak­że nie przy­no­si­ły za­kła­do­wi wiel­kich do­cho­dów. Choć za­pew­ne więk­szość przed­się­bior­ców na­zwa­ło­by ta­kie za­bie­gi głu­po­tą, Vilmos był w tej kwe­stii wi­zjo­ne­rem i wie­dział, że bez uprzed­niej cięż­kiej i kosz­tow­nej pra­cy nie bę­dzie w póź­niej­szym cza­sie za­chwy­ca­ją­cych efek­tów.

Dzięki wszyst­kim tym wy­sił­kom w la­tach 1897-1907 po­wsta­ło m.in. kil­ka bar­dzo in­te­re­su­ją­cych wa­zo­nów i de­ko­ra­cyj­nych dzba­nów, któ­re przed­sta­wiam po­ni­żej.

Wazon, 1907, ka­mion­ka, eosy­na
Dzban Askos, ok. 1900, ka­mion­ka, eosy­na, tech­ni­ka la­bra­do­ry­to­wa
Dzban z czte­re­ma uchwy­ta­mi, ok. 1900, ka­mion­ka, eosy­na
Wazon, 1900-05, ka­mion­ka, eosy­na / fot. MCK – ma­te­ria­ły pra­so­we
Dzban de­ko­ra­cyj­ny, 1897-98, ka­mion­ka, eosy­na
Dzban de­ko­ra­cyj­ny, 1897-98, ka­mion­ka, eosy­na

Kształty na­tu­ry

Mniej wię­cej w tej sa­mej ce­zu­rze cza­so­wej miesz­czą się przed­mio­ty umiesz­czo­ne w ko­lej­nej czę­ści wy­sta­wy, za­ty­tu­ło­wa­nej Kształty na­tu­ry. Etap fa­scy­na­cji na­tu­rą, któ­rą prze­kła­da­no na ję­zyk sztu­ki, obec­ny był nie tyl­ko w ce­ra­mi­ce. Wzory flo­ry­stycz­ne wy­ko­rzy­sty­wa­no choć­by w me­blar­stwie al­bo szklar­stwie ar­ty­stycz­nym (świet­nym przy­kła­dem w obu tych dzie­dzi­nach jest Émile Gallé). Rozwój sztu­ki opar­tej na na­tu­rze spo­wo­do­wa­ny był roz­wo­jem ży­cia miej­skie­go, od­izo­lo­wa­ne­go od wiej­skiej sie­lan­ki peł­nej uro­kli­wych pej­za­ży. Inspiracją by­ły tak­że nie­zwy­kle po­pu­lar­ne w tym okre­sie drze­wo­ry­ty ukiyo-e, wy­ko­ny­wa­ne przez twór­ców lu­do­wych w Japonii, m.in. przez uwiel­bia­ne­go prze­ze mnie Hokusaia. Ogromnymi pa­sjo­na­ta­mi tam­tej­szej sztu­ki ‚ni­skiej’ by­li Impresjoniści, a chy­ba naj­więk­szym en­tu­zja­stą, po­za Édouardem Manetem, był Vincent van Gogh. Należy jed­nak pa­mię­tać, że w twór­czo­ści se­ce­syj­nej rów­nie waż­na co na­tu­ra by­ła sty­li­za­cja, któ­ra nada­wa­ła ‚uwię­zio­nym’ na na­czy­niach fi­nal­ny kształt.

W tej czę­ści szcze­gól­nie urzekł mnie ogrom­ny wa­zon w kształ­cie musz­li, od któ­re­go nie mo­głam ode­rwać wzro­ku. Pochodzi on z lat 1899-1900. Masywna i skom­pli­ko­wa­na for­ma na­czy­nia wspa­nia­le współ­gra tu­taj z eosy­no­wym po­ły­skiem.

Naczynie w kształ­cie musz­li, 1899-1900, ka­mion­ka, eosy­na

Poza musz­lą mo­ją uwa­gę przy­ku­ła tak­że ga­blo­ta z czte­re­ma ta­le­rza­mi, wy­ko­na­ny­mi w la­tach 1895-1898. Chętnie wi­dzia­ła­bym w swo­ich zbio­rach zwłasz­cza fio­le­to­wy i zło­ty, za­pro­jek­to­wa­ne przez Józsefa Rippl-Rónai. Rippl-Rónai jest au­to­rem za­sta­wy ja­dal­ni dla hra­bi Tivadara Andrássyego, z któ­re­go po­cho­dzi jesz­cze je­den ta­lerz po­ka­za­ny na wy­sta­wie. Zestaw skła­da­ją­cy się z 72 ele­men­tów wy­ko­na­ny zo­stał oczy­wi­ście w fa­bry­ce Zsolnay.

Talerze, 1895-98, ka­mion­ka, eosy­na
József Rippl-Rónai, ta­lerz z ser­wi­su za­pro­jek­to­wa­ne­go do ja­dal­ni hra­bie­go Tivadara Andrássyego, 1898, por­ce­la­na fa­jan­so­wa, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we
Talerz, 1895, ka­mion­ka, eosy­na
Talerz, 1898, ka­mion­ka, eosy­na, re­lief
József Rippl-Rónai, ta­lerz, 1898, ka­mion­ka, eosy­na
József Rippl-Rónai, ta­lerz, 1898, ka­mion­ka, eosy­na

Spodobały mi się tak­że nie­zwy­kle wszel­kie wa­zo­ni­ki usta­wio­ne je­den obok dru­gie­go, któ­re za­rów­no w kom­ple­cie, jak i osob­no wy­glą­da­ły pięk­nie. Jestem na­praw­dę urze­czo­na tech­ni­ką eosy­no­wą.

Długo po­chy­la­łam się nad wa­zo­nem z 1903 ro­ku pro­jek­tu Sándora Apáti Abta. Apáti Abt pra­cę w Zsolnay roz­po­czął w 1898 ro­ku, gdzie pra­co­wał nad przed­mio­ta­mi na wy­sta­wę świa­to­wą w Paryżu. Był za­rów­no pro­jek­tan­tem, jak i na­uczy­cie­lem w przy­fa­brycz­nej szko­le. Miał tak­że swój udział w bu­do­wie wspo­mi­na­nym na po­cząt­ku mau­zo­leum ro­dzi­ny Zsolnay, pro­jek­tu Tadeusza Sikorskiego. Apáti Abt wy­ko­nał tam de­ko­ra­cje rzeź­biar­skie, bo­wiem z za­wo­du był rzeź­bia­rzem (stu­dio­wał rzeź­bę na mo­na­chij­skiej Akademii Sztuk Pięknych).

Sándor Apáti Abt, wa­zon, 1903, fa­jans, eosy­na, tech­ni­ka „ty­gry­sia”

Przestrzenie wy­obraź­ni

Ta część cha­rak­te­ry­zu­je się przede wszyst­kim mno­go­ścią mo­ty­wów an­tro­po­mor­ficz­nych. Zarówno w za­kre­sie for­my, jak i spo­so­bu zdo­bie­nia. Kształty na­czyń,  po­za ty­mi, gdzie znaj­du­ją się po­sta­cie, są bar­dziej uprosz­czo­ne w po­rów­na­niu do po­przed­nich, na­to­miast ich ozdob­ność ob­ja­wia się w de­ko­ra­cji.

Moim nie­kwe­stio­no­wa­nym fa­wo­ry­tem te­go eta­pu wy­sta­wy jest żar­di­nie­ra z ko­bie­tą za­rzu­ca­ją­cą sieć z 1902 ro­ku au­tor­stwa Zygmunda Sixtusa Dzbańskiego. Dzbański, jak wska­zu­je je­go na­zwi­sko, był pol­skim twór­cą, któ­re­go rzeź­by na­uczał we Lwowie sam wspa­nia­ły Leonard Marconi (któ­re­go kra­ko­wia­nie zna­ją cho­ciaż­by z po­mni­ka Tadeusza Kościuszki na Wawelu, a war­sza­wia­nie z de­ko­ra­cji fon­tan­ny na skwe­rze Batalionu Harcerskiego AK „Wigry”). Naczynie to jest za­prze­cze­niem te­go, co na­pi­sa­łam w po­przed­nim pa­ra­gra­fie, jed­nak­że w tym przy­pad­ku ko­lo­ry­stycz­ne zdo­bie­nia nie­zwy­kle skom­pli­ko­wa­nej for­my są nie­wiel­kie, za­cho­wa­na więc zo­sta­ła pew­na har­mo­nia spra­wia­ją­ca, iż to na­czy­nie jest tak bar­dzo pięk­ne.

Zygmund Sixtus Dzbański, żar­di­nie­ra z ko­bie­tą za­rzu­ca­ją­cą sieć, 1902, ka­mion­ka, eosy­na, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we
Zygmund Sixtus Dzbański, żar­di­nie­ra z ko­bie­tą za­rzu­ca­ją­cą sieć, 1902, ka­mion­ka, eosy­na, szkli­wo wy­so­ko­to­pli­we

Piękne by­ły tak­że dwa na­czy­nia Sándora Hidassy Pilló. Hidassy Pilló, po zdo­by­ciu wy­kształ­ce­nia w bu­da­pesz­tań­skiej Szkole Sztuki Użytkowej w za­kre­sie ma­lar­stwa, pra­co­wał przez 7 lat w fa­bry­ce Zsolnay ja­ko pro­jek­tant, ale tak­że wła­ści­wy twór­ca kil­ku wa­zo­nów.  Z ra­cji te­go, iż był rów­nież te­no­rem, mu­siał po­rzu­cić pra­cę w za­kła­dzie, gdyż tam­tej­sze fa­brycz­ne po­wie­trze za­szko­dzi­ło je­go płu­com, a za­tem też wo­kal­nej ka­rie­rze.

Sándor Hidassy Pilló, wazony1907-13, ka­mion­ka, eosy­na

Była tam też jed­na rzecz bar­dzo oso­bli­wa, choć nie wiem czy mo­gę na­pi­sać, że mi się po­do­ba­ła. Forma te­go wa­zo­nu od ra­zu sko­ja­rzy­ła mi się z na­czy­nia­mi kre­teń­ski­mi, a kon­kret­nie z wa­zą z ośmior­ni­cą. Nawet uło­że­nie flo­ral­nych zdo­bień jest tro­chę jak mac­ki gło­wo­no­ga. Namalowana ko­bie­ta jed­nak ko­ja­rzy mi się z czymś chro­no­lo­gicz­nie bar­dzo od­le­głym od an­tycz­nej Krety. Może jest to Munch, mo­że tro­chę Schiele… Trudno mi okre­ślić na 100%, ale coś w tym gu­ście ko­ła­cze się w mo­jej gło­wie. Jest to pro­jekt z 1911 ro­ku jed­ne­go z człon­ków ro­du Zsolnay, mia­no­wi­cie László Mattyasovszky-Zsolnayego, sy­na Teréz Zsolnay i Jakaba Mattyasovszkiego. László ode­brał sta­ran­ne wy­kształ­ce­nie w za­kre­sie wzor­ni­cwa i pro­jek­to­wa­nia sztu­ki użyt­ko­wej w Monachium. Tam też roz­po­czął stu­dia ma­lar­skie, któ­re kon­ty­nu­ował w Paryżu. To wła­śnie Mattyasovszky-Zsolnay za­po­cząt­ko­wał w ro­dzin­nej fa­bry­ce ma­lo­wa­nie por­ce­la­ny pod szkli­wem, a tak­że mo­dy­fi­ko­wał tech­ni­kę eosy­no­wą.

Laszló Mattyasovszky Zsolnay, 1911, ka­mion­ka, eosy­na
Laszló Mattyasovszky Zsolnay, 1911, ka­mion­ka, eosy­na

W stro­nę folk­lo­ru

Sztandarowym wy­ro­bem fa­bry­ki Zsolnay o ro­do­wo­dzie lu­do­wym jest se­ria tu­li­pa­nów, któ­re są cha­rak­te­ry­stycz­ne dla wę­gier­skie­go folk­lo­ru. Zamiłowanie do lu­do­wo­ści na prze­ło­mie XIX i XX wie­ku by­ło sil­ne nie tyl­ko na Węgrzech, bo­wiem tak­że sztu­ka pol­ska ob­fi­tu­je w po­dob­ne roz­wią­za­nia (cho­ciaż­by gru­pa Rytm dzia­ła­ją­ca w dwu­dzie­sto­le­ciu mię­dzy­wo­jen­nym, od­wo­łu­ją­ca się m.in. do tra­dy­cji pod­ha­lań­skich). Węgrzy łą­czy­li ro­dzi­mą sztu­kę z mod­ną se­ce­sją, na­da­jąc wy­two­rzo­nym przed­mio­tom in­dy­wi­du­al­ny cha­rak­ter. Wspomniane tu­li­pa­ny zo­sta­ły za­pre­zen­to­wa­ne na wy­sta­wie świa­to­wej w Paryżu w 1900 ro­ku, gdzie przed­sta­wio­no 100 róż­nych wa­rian­tów te­go mo­ty­wu.

Aczkolwiek ta część wy­sta­wy  to nie je­dy­nie tu­li­pa­ny. Pojawiają się rów­nież ele­men­ty an­tro­po­mor­ficz­ne (np. tań­czą­ce po­sta­cie), wstąż­ki, in­ne ro­śli­ny itp.

Ekspozycja ce­ra­mi­ki w fa­bry­ce Zsolnay, ok. 1898-1900

Kielich w kształ­cie tu­li­pa­na, 1898–1900, ka­mion­ka, eosy­na / fot. MCK – ma­te­ria­ły
Kielich w kształ­cie tu­li­pa­na, 1898–1900, ka­mion­ka, eosy­na / fot. MCK – ma­te­ria­ły
Wazon z uchwy­ta­mi w kształ­cie wstą­żek, 1898–1899, ka­mion­ka, eosy­na, tech­ni­ka Tiffany’ego / fot. MCK – ma­te­ria­ły

Węgierski ję­zyk form

Ostatnim przy­stan­kiem wy­sta­wy by­ła część po­świę­co­na ele­men­tom ar­chi­tek­to­nicz­nym, któ­re by­ły wy­twa­rza­ne przez fa­bry­kę Zsolnay. To tu­taj swo­je za­sto­so­wa­nie zna­lazł wspo­mi­na­ny na po­cząt­ku pi­ro­gra­nit. Zsolnay nie­mal od po­cząt­ku swo­je­go ist­nie­nia pro­du­ko­wa­ło ce­ra­mi­kę ar­chi­tek­to­nicz­ną, a wraz z roz­wo­jem przed­się­bior­stwa, jej ilość sta­le się zwięk­sza­ła, czy­niąc Zsolnay li­de­rem na wę­gier­skim ryn­ku w wy­twa­rza­niu te­go ty­pu de­ko­ra­cji. Dzięki wie­lo­barw­nym de­ko­ra­cjom ar­chi­tek­tu­ra Węgier zy­ska­ła swój uni­kal­ny cha­rak­ter, któ­re­go do tej po­ry nie mia­ła.

Jeśli ar­chi­tek­tu­ra, to ko­lo­ro­we ele­men­ty da­chu, po­rę­czy, de­ko­ra­cyj­ne fry­zy, ale nie tyl­ko. To tak­że wie­lo­barw­ne ka­fel­ki, któ­re za­chwy­ca­ją swo­ją pięk­ną for­mą i nie­zmien­nie za­chwy­ca­ją­cą ko­lo­ry­sty­ką. Mogłabym przy­glą­dać się tym przed­mio­tom go­dzi­na­mi, a i tak nie do­pa­dła­by mnie nu­da.

Kafelki, ok. 1900 (1902 ka­fe­lek z cie­trze­wiem, fa­jans, eosy­na), pi­ro­gra­nit, eosy­na

Bardzo cie­szy mnie, że wy­eks­po­no­wa­no ta­kie obiek­ty jak ele­men­ty da­chu czy de­ko­ra­cji fa­sa­dy, gdyż nie jest to rzecz, któ­rą moż­na na co dzień po­dzi­wiać z ta­kiej per­spek­ty­wy, na­wet miesz­ka­jąc na Węgrzech. Poniżej znaj­du­je się kil­ka zdjęć re­ali­za­cji Ödöna Lechnera, wę­gier­skie­go ar­chi­tek­ta i przy­ja­cie­la Vilmosa Zsolnayego, z któ­rym od­był wspól­nie po­dróż do Anglii w 1889 ro­ku, pod­czas któ­rej w Londynie stu­dio­wa­li zbio­ry orien­tal­nej ce­ra­mi­ki w Muzeum Wiktorii i Alberta. Lechner uwa­ża­ny jest za twór­cę wę­gier­skie­go sty­lu na­ro­do­we­go w ar­chi­tek­tu­rze.

Ödön Lechner, ele­ment da­chu Instytutu Geologii, 1898, gla­zu­ro­wa­ny pi­ro­gra­nit
Ödön Lechner, ele­ment de­ko­ra­cyj­ny po­rę­czy z we­sty­bu­lu Muzeum Sztuki Użytkowej, 1895, gla­zu­ro­wa­ny pi­ro­gra­nit
Ödön Lechner, ele­ment de­ko­ra­cyj­ny po­rę­czy z we­sty­bu­lu Muzeum Sztuki Użytkowej, 1895, gla­zu­ro­wa­ny pi­ro­gra­nit

I to by był ko­niec po­dró­ży po tej nie­sa­mo­wi­tej eks­po­zy­cji, któ­ra już obec­nie jest hi­sto­rią. Niestety wa­run­ki dla ama­tor­skie­go fo­to­gra­fa by­ły nie­sprzy­ja­ją­ce, a za­tem część mo­ich zdjęć po pro­stu nie wy­szła, ale za to wszyst­kie eks­po­na­ty by­ły tak cu­dow­nie pod­świe­tlo­ne, że mo­gę wi­nić tyl­ko sie­bie, że nie mam lep­szych umie­jęt­no­ści. Na szczę­ście ist­nie­je coś ta­kie­go jak ma­te­ria­ły pra­so­we, za co ser­decz­ne dzię­ki MCKowi :) Dziękuję też bar­dzo, bar­dzo Eli za uży­cze­nie ka­ta­lo­gu, któ­ry nie­zwy­kle po­mógł mi przy two­rze­niu tej not­ki! W każ­dym ra­zie wy­sta­wa by­ła nie­wąt­pli­wie ucztą dla zmy­słu wzro­ku i ten, kto nie zdą­żył, niech ża­łu­je. Na szczę­ście uda­ło mi się uchwy­cić na­miast­kę te­go wy­da­rze­nia. Cóż, być mo­że jesz­cze ktoś w Polsce zde­cy­du­je się na to, by wy­eks­po­no­wać ce­ra­mi­kę Zsolnay, choć oczy­wi­ście trze­ba przy­znać, że sa­mi ma­my w na­szym kra­ju świet­ne ce­ra­micz­ne tra­dy­cje. Jeśli nie, po­zo­sta­je nam udać się do Janus Pannonius Múzeum w Peczu, skąd po­cho­dzą eks­po­na­ty po­ka­zy­wa­ne na wy­sta­wie Zsolnay. Węgierska se­ce­sja.

Dodaj komentarz