Wystawa: Na wspólnej drodze. Kraków i Budapeszt w średniowieczu

W poprzed­nim wpi­sie wspo­mi­na­łam o dwóch jed­no­cze­śnie odby­wa­ją­cych się w Kra­ko­wie wysta­wach podej­mu­ją­cych tema­ty­kę węgier­ską. Na wspól­nej dro­dze. Kra­ków i Buda­peszt pre­zen­to­wa­na w Muzeum Histo­rycz­nym Mia­sta Kra­ko­wa jest wła­śnie dru­gą z nich, któ­rą mia­łam przy­jem­ność oglą­da­nia nie­mal codzien­nie przez cały okres jej trwa­nia. Daje to moż­li­wość przyj­rze­nia się wszyst­kim obiek­tom po kolei bar­dzo dokład­nie, a zde­cy­do­wa­nie jest co oglą­dać. Nale­ży wspo­mnieć, że wysta­wa ta była pre­zen­to­wa­na naj­pierw w Muzeum Histo­rycz­nym w Buda­pesz­cie, gdzie odnio­sła duży suk­ces, dla­te­go posta­no­wio­no poka­zać ją rów­nież w Kra­ko­wie. Oczy­wi­ście jestem abso­lut­nie bez­na­dziej­na, a moje tem­po two­rze­nia nowych wpi­sów jest takie, że wysta­wa daw­no zdą­ży­ła się skoń­czyć nim uda­ło mi się skle­cić coś nada­ją­ce­go się do publi­ka­cji. Mia­łam duże wąt­pli­wo­ści czy po takim cza­sie w ogó­le poka­zy­wać ten wpis, ale uzna­łam (w zasa­dzie nie sama), że sko­ro nie uda­ło mi się zdą­żyć na czas, moż­na cho­ciaż poka­zać co na owej wysta­wie się zna­la­zło.

Eks­po­zy­cja nie doty­czy­ła stric­te sztu­ki, a sku­pia­ła się na uka­za­niu życia codzien­ne­go w dwóch śre­dnio­wiecz­nych mia­stach Euro­py: Budzie (wraz z Pesz­tem oraz Óbu­dą) i Kra­ko­wie. Miło­śni­cy rze­czy pięk­nych mogli jed­nak dosko­na­le się na niej odna­leźć. Pre­zen­to­wa­nych było tro­chę zacho­wa­nych deta­li archi­tek­to­nicz­nych, kafli pie­co­wych, rzeźb, para­men­ty­ki (szcze­gól­nie zachwy­ca­ją­ca jest póź­no­śre­dnio­wiecz­na mon­stran­cja z Muzeum Histo­rycz­ne­go w Buda­pesz­cie[?]!), obra­zów i innych dzieł sztu­ki, trud­nych do jed­no­znacz­ne­go okre­śle­nia.

Tym razem chcia­łam zasto­so­wać inną for­mę niż dotych­czas i nie oma­wiać wszyst­kie­go po kolei czę­ścia­mi, gdyż nie czu­ję się dobrze w histo­rii powszech­nej. Sku­pię się zatem na tym co podo­ba­ło mi się naj­bar­dziej.

Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta

Cho­ciaż wysta­wa w swej nazwie zawie­ra sło­wo ‘śre­dnio­wie­cze’, eks­po­na­ty poka­zy­wa­ne tam­że wykra­cza­ły poza tę epo­kę. Ja, medie­wist­ka z wykształ­ce­nia, upa­trzy­łam sobie naj­bar­dziej eks­po­nat powsta­ły w XVI wie­ku, a zatem będą­cy już (zarów­no cza­so­wo, jak i sty­li­stycz­nie — choć nale­ży pamię­tać, że gra­ni­ce te są bar­dzo płyn­ne, zwłasz­cza na naszych tere­nach) wytwo­rem kolej­nej epo­ki — nowo­żyt­no­ści, a uści­śla­jąc — okre­su rene­san­su. Ów eks­po­nat to mło­dzień­cza zbro­ja kró­la Zyg­mun­ta Augu­sta. Wyko­na­na zosta­ła w 1533 roku w Inns­bruc­ku i była zarę­czy­no­wym darem od przy­szłe­go teścia Zyg­mun­ta, cesa­rza Fer­dy­nan­da I Habs­bur­ga, któ­re­go wize­ru­nek dwu­krot­nie poja­wił się na wysta­wie (na kaflach). Zbro­ja jest zde­cy­do­wa­nie bar­dzo zdob­na i wyróż­nia się spo­śród innych pre­zen­to­wa­nych rze­czy na tej wysta­wie. Na napier­śni­ku wygra­we­ro­wa­no ini­cja­ły ‘SE’ pocho­dzą­ce imion narze­czo­nych — Zyg­mun­ta (Sigi­smun­dus) oraz Elż­bie­ty. Te same lite­ry znaj­du­ją się na ramio­nach. Na pra­wym S, na lewym E. Zyg­munt w roku wyko­na­nia tej zbroi miał 13 lat, wobec tego, co może nie jest tak bar­dzo widocz­ne na foto­gra­fii, rynsz­tu­nek ów jest takich roz­mia­rów, że typo­wej postu­ry doro­sły czło­wiek miał­by pro­blem z jego zało­że­niem (bio­rąc przy tym popraw­kę na to, że ludzie kie­dyś byli mniej­si). Zbro­ja ma 165 cm wyso­ko­ści i waży 12 kilo­gra­mów.

Ze wzglę­du na swój cha­rak­ter, nie słu­ży­ła do wal­ki, a raczej speł­nia­ła funk­cję parad­ną. Na co dzień eks­po­no­wa­na jest w Węgier­skim Muzeum Naro­do­wym w Buda­pesz­cie.

Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta
Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta
Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta — detal z ini­cja­łem
Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta — detal
Mło­dzień­cza zbro­ja Zyg­mun­ta Augu­sta — detal

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes orbis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 roku

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku

Uwiel­biam wszel­kie­go rodza­ju mapy i pano­ra­my, a jeśli znam przed­sta­wio­ne na nich miej­sce i umiem się w tym odna­leźć, daje mi to podwój­ną fraj­dę. Dla­te­go tak zachwy­ci­ła mnie pano­ra­ma Kra­ko­wa z 1617 roku z Civi­ta­tes orbis ter­ra­rum, atla­su zawie­ra­ją­ce­go szty­chy naj­waż­niej­szych miast ówcze­sne­go świa­ta. Dzię­ki owej pano­ra­mie, wyko­na­nej w tech­ni­ce bar­wio­ne­go mie­dzio­ry­tu może­my uzmy­sło­wić sobie jak wie­le i jed­no­cze­śnie nie­wie­le w Kra­ko­wie się zmie­ni­ło. Przy­kła­do­wo Kazi­mierz do XIX wie­ku był wyspą ‘uwię­zio­ną’ w roz­dwo­jo­nym kory­cie Wisły, któ­re­go jed­no ramie pły­nę­ło dzi­siej­szą uli­cą Die­tla (a nie jak suge­ru­je nazwa uli­cą Sta­ro­wiśl­ną; chcą­cych poczy­tać wię­cej o Sta­rej Wiśle odsy­łam tu). Kle­parz, Łob­zów oraz Kazi­mierz były osob­ny­mi mia­sta­mi (stąd w Kra­ko­wie mamy absur­dal­nie brzmią­ce uli­ce jak Kra­kow­ska, Łob­zow­ska itd.), włą­czo­ny­mi do Kra­ko­wa dopie­ro w XVIII wie­ku, nato­miast Stra­dom nie był samo­dziel­nym orga­ni­zmem miej­skim, a przed­mie­ściem.

Mia­sta Kra­ków i Kazi­mierz były oto­czo­ne mura­mi miej­ski­mi. Obec­nie pozo­sta­ły z nich jedy­nie bra­ma Flo­riań­ska zamy­ka­ją­ca uli­cę o tej samej nazwie wraz z basz­ta­mi Pasa­mo­ni­ków, Cie­śli i Sto­la­rzy oraz kawał­kiem muru. Po resz­cie osta­ły się tyl­ko tablicz­ki upa­mięt­nia­ją­ce te miej­sca, któ­re może­my zna­leźć wzdłuż kra­kow­skich Plant. Uważ­ny obser­wa­tor dostrze­że tak­że relik­ty naj­star­szej kra­kow­skiej bra­my, zwa­nej bra­mą rzeź­ni­ków, któ­ra wmu­ro­wa­na zosta­ła w ścia­ny klasz­to­ru domi­ni­ka­nek na Gród­ku.

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal

Naj­mniej kościo­łów zacho­wa­ło się na Kle­pa­rzu. Spo­śród zazna­czo­nych na pano­ra­mie obec­nie może­my odwie­dzić jedy­nie kościół pw. św Flo­ria­na, któ­ry jest jed­no­cze­śnie naj­star­szą świą­ty­nią mia­sta Kle­parz (choć znacz­nie prze­bu­do­wa­ną w XVII wie­ku). Przy dzi­siej­szej uli­cy Św. Fili­pa, w miej­scu obec­ne­go klasz­to­ru misjo­na­rzy i kościo­ła pw. św. Win­cen­te­go wzno­si­ła się kapli­ca pw. śś. Jaku­ba i Fili­pa zbu­rzo­na w 1801 roku, nato­miast kościół pw. św. Walen­te­go przy uli­cy Pędzi­chów 1, 3 zbu­rzo­ny w 1818 roku. Ostat­ni z kościo­łów Kle­pa­rza ist­nie­ją­cy w mie­ście w cza­sie wyko­na­nia pano­ra­my to kościół pw. śś. Szy­mo­na i Judy. Zbu­rzo­no go w 1859 roku, a w jego miej­scu wznie­sio­no dom zakon­ny dla kla­ry­sek i kościół pw. Naj­święt­sze­go Ser­ca Pana Jezu­sa w Kra­ko­wie (dzi­siej­sza uli­ca War­szaw­ska 8).

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal
Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal

Idąc od stro­ny lewej (z pozy­cji zdję­cia, nie heral­dycz­nie) kolej­nym orga­ni­zmem jest nasz pięk­ny sta­ry Kra­ków. Roz­po­czy­na go bra­ma Flo­riań­ska, któ­ra jak wspo­mnia­łam, zacho­wa­ła się do dziś i nawet jeź­dzi­ły pod nią tram­wa­je (w wyni­ku cze­go musia­no powięk­szyć przej­ście). Następ­nie znaj­du­je się zakon Świę­te­go Ducha wraz z kościo­łem pw. Świę­te­go Krzy­ża. Kościół oca­lał, nato­miast klasz­tor roze­bra­no w XIX wie­ku i osta­ła się po nim jedy­nie nazwa uli­cy Szpi­tal­nej, gdyż ducha­cy byli zako­nem pro­wa­dzą­cym szpi­tal. W jego miej­scu podzi­wiać może­my teatr im. Juliu­sza Sło­wac­kie­go. Kolej­nym jest oca­la­ły do dziś klasz­tor i kościół mar­ków (jest to zakon utwo­rzo­ny na regu­le św. Augu­sty­na), a póź­niej wid­nie­je dosko­na­le wszyst­kim zna­ny kościół Mariac­ki. Jeśli zasta­na­wia­li­ście się kie­dyś skąd wzię­ła się nazwa Plac Szcze­pań­ski, spie­szę z wyja­śnie­niem. Otóż, na dzi­siej­szym pla­cu znaj­do­wał się kościół pw. św. Szcze­pa­na na pano­ra­mie ozna­czo­ny cyfer­ką 4, zbu­rzo­ny w 1802 roku. Wyso­ka wie­ża opi­sa­na jako Pra­eto­rium to oczy­wi­ście ratusz, z któ­re­go osta­ła się nam jedy­nie cudow­na wie­ża (będą­ca zresz­tą jed­nym z oddzia­łów Muzeum Histo­rycz­ne­go Mia­sta Kra­ko­wa), nato­miast cyfer­ka 6 to świą­ty­nia pw. św. Anny (obec­nie kole­gia­ta uni­wer­sy­tec­ka). Kolej­nym opi­sa­nym miej­scem jest ist­nie­ją­cy po dziś dzień kościół pw. Świę­tej Trój­cy wraz z klasz­to­rem domi­ni­ka­nów przy pla­cu Wszyst­kich Świę­tych. Plac swo­je wezwa­nie wziął od świą­ty­ni roze­bra­nej w latach 1835–38. Następ­nie uka­za­ny jest kościół klasz­tor­ny fran­cisz­ka­nów, gdzie moż­na podzi­wiać pięk­ne fre­ski Sta­ni­sła­wa Wyspiań­skie­go oraz witra­że jego pro­jek­tu. Następ­na świą­ty­nia nastrę­czy­ła mi nie­co trud­no­ści, więc mogę się zbłaź­nić, ale podej­rze­wam, iż cho­dzi o kościół pw. śś. Pio­tra i Paw­ła. Suge­ro­wał­by to opis ‘novum tem­plum’, bowiem pano­ra­ma pocho­dzi z 1617 roku, a Tre­va­no swo­je archi­tek­to­nicz­ne dzie­ło wykań­czał w latach 1608–19. Dzi­wi mnie nato­miast jego kształt, któ­ry nie odpo­wia­da temu rze­czy­wi­ste­mu. Trud­no szu­kać w baro­ko­wej budow­li schod­ko­wych szczy­tów, ale być może było to uprosz­cze­nie i powtó­rze­nie for­my poprzed­nich kościo­łów. Następ­nie znaj­du­je się kościół pw. św. Andrze­ja, któ­ry zna każ­dy kto choć raz prze­spa­ce­ro­wał się uli­cą Grodz­ką, a tak­że kościół pw. św. Mar­ci­na.

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal

Następ­nie docie­ra­my do wzgó­rza wawel­skie­go, gdzie na pierw­szy rzut mamy Kurzą Stop­kę wraz z zam­kiem. Obok mie­ści się kate­dra pw. św. Sta­ni­sła­wa. Następ­nie znaj­du­ją się dwa kościo­ły, któ­rych zary­sy może­my podzi­wiać na zewnętrz­nym dzie­dziń­cu, a są to kościół pw. św. Jerze­go oraz kościół pw. św. Micha­ła, oba wybu­rzo­ne na samym począt­ku XIX wie­ku.

U pod­nó­ży wzgó­rza (na dole) znaj­du­ją się kró­lew­skie staj­nie, a z pra­wej stro­ny klasz­tor regu­ły św. Bene­dyk­ta. Na Stra­do­miu była jesz­cze jed­na świą­ty­nia. Nosi­ła wezwa­nie św. Agniesz­ki i ist­nie­je do dziś w zmie­nio­nej, baro­ko­wej for­mie, peł­niąc funk­cję kościo­ła gar­ni­zo­no­we­go. Dziś jest to uli­ca Die­tla 30.

Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal
Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal
Widok Kra­ko­wa, Stra­do­mia, Kle­pa­rza, Kazi­mie­rza i Łob­zo­wa z atla­su Civi­ta­tes or­bis ter­ra­rum Geo­r­ga Brau­na i Fran­sa Hogen­ber­ga z 1617 ro­ku — detal

I w koń­cu Kazi­mierz, ufff! Tam mamy bra­mę żydow­ską, następ­nie kościół pw. św. Waw­rzyń­ca, któ­re­go obec­nie już nie ma, a od któ­re­go pozo­sta­ła nazwa uli­cy. Dział­ka na któ­rej wznie­sio­ny był kościół znaj­du­je się dziś na zbie­gu wspo­mnia­nej uli­cy z uli­cą Daj­wór. Kolej­nym kościo­łem jest świą­ty­nia pw. Boże­go Cia­ła, gdzie znaj­du­je się zakon kano­ni­ków regu­lar­nych. Następ­nie znaj­du­je się ratusz miej­ski Kazi­mie­rza, obec­nie peł­nią­cy funk­cję Muzeum Antro­po­lo­gicz­ne­go na Pla­cu Wol­ni­ca. Dalej są Augu­stia­nie wraz z kościo­łem pw. św. Kata­rzy­ny i kościół pw. św. Leonar­da zbu­rzo­ny już w 1702 roku. Następ­nie wzno­si się cud­nej uro­dy Skał­ka usy­tu­owa­na tuż przy bra­mie ska­wiń­skiej, miej­sce męczeń­stwa św. Sta­ni­sła­wa, patro­na kate­dry wawel­skiej oraz Pol­ski. Obok mie­ścił się nie­ist­nie­ją­cy już kościół pw. św. Jaku­ba. Na Wzgó­rzu Laso­ty, uka­za­nym na pano­ra­mie ponad Kazi­mie­rzem, wid­nie­ją jesz­cze naj­mniej­szy kośció­łek kra­kow­ski — wezwa­nia św. Bene­dyk­ta oraz kopiec Rękaw­ka.

Tak szczę­śli­wie dotar­li­śmy do koń­ca opi­sa­nej pano­ra­my. Oczy­wi­ście kościo­łów i bram było znacz­nie wię­cej, acz­kol­wiek sku­pi­łam się tyl­ko na tych pod­pi­sa­nych, a i tak popły­nę­łam za bar­dzo. Wybacz­cie, ale teraz chy­ba już na pew­no uwie­rzy­cie mi, że mam sła­bość do map i pano­ram! Gdy­by­ście zapra­gnę­li przyj­rzeć się tej pięk­no­ści na żywo, jest to moż­li­we w Pała­cu Krzysz­to­fo­ry na sta­łej eks­po­zy­cji, Cyber­te­ka. Wisi w sali Civi­tas.

Wize­run­ki Ste­fa­na Bato­re­go

Na wysta­wie pre­zen­to­wa­ne były tak­że trzy wize­run­ki kolej­ne­go po Zyg­mun­cie Augu­ście (i chwi­lo­wej przy­go­dzie Hen­ry­ka Wale­ze­go) kró­la Pol­ski, Ste­fa­na Bato­re­go. Bato­ry został obra­ny jako król w wyni­ku prze­pro­wa­dzo­nej elek­cji i w 1576 roku poślu­bił obec­ne­go kró­la (nie kró­lo­wą) Annę Jagiel­lon­kę. Rzą­dził Pol­ską przez kolej­ne 10 lat.

Jeden z wize­run­ków, szcze­gól­nie impo­nu­ją­cy roz­mia­rem, to cało­po­sta­cio­wy por­tret pędz­la Mar­ci­na Kobra z 1583 roku. Kober jest tak­że auto­rem por­tre­tu Anny Jagiel­lon­ki w stro­ju wdo­wim, któ­ry pre­zen­to­wa­ny jest w kom­na­tach ofi­cjal­nych kró­lew­skie­go zam­ku na Wawe­lu. Oczy­wi­ście w tym przy­pad­ku spraw­dza się to, że jeśli coś jest na repro­duk­cji paskud­ne albo po pro­stu nie­cie­ka­we, w rze­czy­wi­sto­ści może olśnie­wać. Ste­fan jest zachwy­ca­ją­cy! Mia­łam to szczę­ście, że mogłam się wpa­try­wać w owo płót­no godzi­na­mi i w pew­nym sen­sie już się nim nasy­ci­łam. Nie­ste­ty oświe­tle­nie nie było zbyt for­tun­ne, stąd zro­bie­nie dobre­go zdję­cia gra­ni­czy­ło z cudem. Swo­bod­ne przyj­rze­nie się rów­nież było nie­co utrud­nio­ne, ale jest to nie­ste­ty bolącz­ka bar­dzo wie­lu muze­ów. Ste­fan oczy­wi­ście opu­ścił już Pałac Krzysz­to­fo­ry, acz­kol­wiek nie poje­chał zbyt dale­ko, bowiem jest wła­sno­ścią Muzeum Histo­rycz­no-Misyj­ne­go Zgro­ma­dze­nia Księ­ży Misjo­na­rzy na Stra­do­miu.

Mar­cin Kober — Por­tret Ste­fa­na Bato­re­go
Mar­cin Kober — Por­tret Ste­fa­na Bato­re­go — detal
Mar­cin Kober — Por­tret Ste­fa­na Bato­re­go — detal

Dru­gi kró­lew­ski wize­ru­nek znaj­du­je się na przed­mio­cie będą­cym naj­praw­do­po­dob­niej stem­plem intro­li­ga­tor­skim wyko­na­nym po 1597 roku, a zatem ponad deka­dę po śmier­ci monar­chy. Iden­ty­fi­ka­cja Bato­re­go na stem­plu jest pro­sta dzię­ki inskryp­cji: ‘STEPH BATO REX POL PRINC TRANS­IL’ co zna­czy tyle, że to wła­śnie Ste­fan Bato­ry, król Pol­ski i ksią­żę Sied­mio­gro­du.

Stem­pel z wize­run­kiem kró­la Ste­fa­na Bato­re­go, po 1597 r.

Trze­ci por­tret jest według mnie naj­cie­kaw­szy (mimo tego, że kocham się tro­chę w tym Ste­fa­nie Kobra, a naj­bar­dziej to w Artu­siu, któ­ry o Ste­fa jest zazdro­sny), ponie­waż jest to rodzaj pla­kiet­ki wyko­na­nej z poli­chro­mo­wa­ne­go wosku. Pocho­dzi z 1586 roku i jest praw­do­po­dob­nie dzie­łem Guilio Ric­cie­go. Dół wize­run­ku jest rekon­stru­owa­ny, ale góra jest jak naj­bar­dziej ory­gi­nal­na. Mam pew­ną sła­bość do wosko­wych rzeźb, o czym wie­dzą ci, któ­rzy śle­dzą blo­ga na bie­żą­co i czy­ta­li wpis o tan­cer­ce Dega­sa.

Guilio Ric­ci (?), Por­tret kró­la Ste­fa­na Bato­re­go, malo­wa­ny wosk, 1587 r.
Guilio Ric­ci (?), Por­tret kró­la Ste­fa­na Bato­re­go, malo­wa­ny wosk, 1587 r.

Wszyst­kie trzy, a tak­że inne wize­run­ki Ste­fa­na Bato­re­go, z wyjąt­kiem jed­ne­go (chy­ba, że jakiś mi umknął), łączy wspól­na cecha — na każ­dym z nich król przed­sta­wio­ny jest w nakry­ciu gło­wy.

Kafle pie­co­we i płyt­ki

Wysta­wa ta powin­na spodo­bać się wszel­kim miło­śni­kom kafli pie­co­wych i innych cera­micz­nych ozdob­ni­ków posa­dzek. Ja tak­że nale­żę do owych miło­śni­ków, stąd przy­glą­da­łam się tym przed­mio­tom wyjąt­ko­wo dokład­nie. Mój naj­więk­szy zachwyt wzbu­dzi­ły relik­ty ze znisz­czo­ne­go przez Tur­ków pała­cu w Budzie. Zna­la­zły się tam wyjąt­ko­wo dwa pięk­ne ażu­ro­we kafle, jeden z jeźdź­cem na koniu pod arka­dą z łukiem wygię­tym w ośli grzbiet, dru­gi z minia­tu­rą archi­tek­to­nicz­ną. Dato­wa­ne są kolej­no na trze­cią i pierw­szą ćwierć XV wie­ku.

Kafle ze znisz­czo­ne­go pod­czas oku­pa­cji turec­kiej pała­cu w Buda­pesz­cie
Kafel pie­co­wy z przed­sta­wie­niem jeźdź­ca, 1 ćw. XV w.
Kafel z przed­sta­wie­niem archi­tek­to­nicz­nym, 3 ćw. XV w.

Poni­żej owych kafli zna­la­zły się płyt­ki pod­ło­go­we z majo­li­ki z her­ba­mi Macie­ja Kor­wi­na i Beatry­cze Ara­goń­skiej powsta­łe oko­ło 1480–90 roku.

Płyt­ki pod­ło­go­we z her­ba­mi Macie­ja Kor­wi­na i Beatry­cze Ara­goń­skiej, ok. 1480–90 r.
Płyt­ki pod­ło­go­we z her­ba­mi Macie­ja Kor­wi­na i Beatry­cze Ara­goń­skiej, ok. 1480–90 r.
Płyt­ki pod­ło­go­we z her­ba­mi Macie­ja Kor­wi­na i Beatry­cze Ara­goń­skiej, ok. 1480–90 r.

Bar­dzo spodo­bał mi się jesz­cze jeden kafel, rów­nież z Buda­pesz­tu, pocho­dzą­cy z lat 1410–20.

Kafel pie­co­wy z moty­wem flo­ral­nym, 1410–20 r.

Była tam też cała masa innych kafli, ale z uwa­gi na odbi­ja­ją­ce się świa­tło i szkli­wio­ną powierzch­nię przed­mio­tów, nie byłam w sta­nie zro­bić im zado­wa­la­ją­cych mnie zdjęć, stąd daru­ję ich wrzu­ca­nie.

Deta­le wsze­la­kie

Deta­le wsze­la­kie to po pro­stu pozo­sta­ło­ści kapi­te­li kolumn, frag­men­ty rzeźb czy inne archi­tek­to­nicz­ne pozo­sta­ło­ści. Tego tak­że trosz­kę na wysta­wie było. Cza­sem nie­po­ko­ję się o swo­je zdro­wie psy­chicz­ne, ponie­waż jakoś ta frag­men­ta­rycz­ność bar­dzo mnie urze­ka, chy­ba bar­dziej nawet niż gdy­by rze­czy te były zacho­wa­ne w cało­ści. Naj­więk­sze wra­że­nie zro­bi­ły na mnie głów­ki oca­la­łe z buda­pesz­tań­skie­go pała­cu, o któ­re­go kaflach i płyt­kach pod­ło­go­wych wspo­mnia­łam powy­żej. Zwłasz­cza jed­na jest wyjąt­ko­wo pięk­na i wzbu­dzi­ła mój zachwyt od pierw­sze­go spoj­rze­nia. Jest to frag­ment rzeź­by przed­sta­wia­ją­cej kobie­tę (tudzież dziew­czyn­kę, gdyż jej rysy są bar­dzo deli­kat­ne) w chu­ście.

Gablo­ta z pozo­sta­ło­ścia­mi z pała­cu w Buda­pesz­cie
Gło­wa kobie­ty w chu­ście, 1 ćw. XV w.

Jeśli jeste­śmy już przy frag­men­ta­rycz­no­ści, urze­kła mnie rów­nież gablo­ta z tera­ko­to­wy­mi pozo­sta­ło­ścia­mi figur z klasz­to­ru kar­me­li­tów w Buda­pesz­cie. Jak rze­cze kata­log, owe rzeź­by były praw­do­po­dob­nie ele­men­ta­mi wie­lo­fi­gu­ro­we­go ołta­rza bądź rzeź­by. Może być rów­nież i tak, że powsta­ły one w warsz­ta­cie Wita Stwo­sza, bo w tym cza­sie jego syn, Andrzej, był prze­ło­żo­nym zako­nu.

Frag­men­ty tera­ko­to­wych rzeźb z klasz­to­ru kar­me­li­tów w Buda­pesz­cie, XV/XVI w.
Frag­men­ty tera­ko­to­wych rzeźb z klasz­to­ru kar­me­li­tów w Buda­pesz­cie, XV/XVI w.

Mon­stran­cja

Mon­stran­cja ta zachwy­ca swo­ją roz­bu­do­wa­ną for­mą i rzu­ci­ła mi się w oczy już na począt­ku wysta­wy. Wyko­na­na zosta­ła praw­do­po­dob­nie dla Kla­ry­sek, o czym mają świad­czyć posta­cie św. Kla­ry oraz św. Urszu­li. Jest to póź­no­go­tyc­kie dzie­ło dato­wa­ne na począ­tek XVI wie­ku.

Póź­no­go­tyc­ka mon­stran­cja, pocz. XVI w.

Kur brac­twa kur­ko­we­go

Brac­two kur­ko­we koja­rzy mi się z dziw­ny­mi stro­ja­mi, strze­la­niem i star­szy­mi pana­mi. Może jestem igno­rant­ką, ale za to doce­niam pięk­ne­go kura, któ­ry pre­zen­to­wał się niczym gwiaz­dor w jed­nej z gablot, a któ­ry jest wła­sno­ścią Muzeum Histo­rycz­ne­go Mia­sta Kra­ko­wa. Jest abso­lut­nie cudow­ny i strasz­ny z nie­go uwo­dzi­ciel, bowiem nie moż­na ode­rwać od nie­go wzro­ku. Kur był darem dla brac­twa od Rady Miej­skiej Kra­ko­wa i został wyko­na­ny w 1564/65 roku w Kra­ko­wie przez Gia­na Gia­co­po Cara­glio, wło­skie­go złot­ni­ka. Wyko­na­ny został ze sre­bra uzu­peł­nio­ne­go kamie­nia­mi szla­chet­ny­mi, któ­re wpra­wio­no w oczy pta­ka i koro­nę.

Gian Gia­co­po Caraglio,Kur Kra­kow­skie­go Brac­twa Kur­ko­we­go — dar Rady Miej­skiej Kra­ko­wa, ok. 1564/65
Gian Gia­co­po Caraglio,Kur Kra­kow­skie­go Brac­twa Kur­ko­we­go — dar Rady Miej­skiej Kra­ko­wa, ok. 1564/65

Koro­na Marii

Chy­ba jest ze mnie pew­ne­go rodza­ju srocz­ka, bo wszel­kie świe­ci­deł­ka bar­dzo mi się podo­ba­ją, a zatem logicz­nym jest, że wpa­dłam w zachwyt po zoba­cze­niu koro­ny Marii, któ­ra jest już zde­cy­do­wa­nie ‘pośre­dnio­wiecz­nym’ wyro­bem, bowiem pocho­dzi z 3 ćwier­ci XVII wie­ku. Kie­dyś cudo to wień­czy­ło gło­wę Mat­ki Boskiej w Ołta­rzu Mariac­kim, ale zdję­to ją pod­czas jego reno­wa­cji w latach 1867–71 i od tego cza­su prze­cho­wy­wa­na jest w skarb­cu kościo­ła mariac­kie­go.

Koro­na Marii, 3 ćw. XVIII w.
Koro­na Marii, 3 ćw. XVIII w.

Biżu­te­ria i hazard

Dru­ga część wysta­wy, umiesz­czo­na w piw­ni­cy, poza cud­ny­mi Ste­fa­na­mi oraz zbro­ją Zyg­mun­ta Augu­sta, skry­wa­ła skrzą­ce się pięk­no­ści. Wśród nich zna­lazł się mię­dzy inny­mi prze­naj­pięk­niej­szy (o mat­ko, ale sło­wo) wisio­rek z opa­la­mi z XVI/XVII w. Uzna­je się, że pięk­ność ta nale­ża­ła do Iza­be­li Jagiel­lon­ki (pierw­sza poł. XVI w.), kró­lo­wej węgier­skiej (żony Jana Zapo­lyi), jed­nak­że zasto­so­wa­ne tam roz­wią­za­nia kon­struk­cyj­ne są póź­niej­sze. Mógł on zatem nale­żeć do bra­ta­ni­cy Ste­fa­na Bato­re­go, Gry­zel­dy Bato­rów­ny.

Wisio­rek z opa­la­mi, XVI/XVII w.
Wisio­rek z opa­la­mi, XVI/XVII w.

W gablo­cie cudow­no­ści zna­la­zła się też uro­czo krzy­wa sol­nicz­ka, któ­ra bar­dzo mnie wzru­sza. Wyko­na­na zosta­ła w poło­wie XVI w. Praw­do­po­dob­nie nale­ża­ła ona do wspo­mi­na­nej powy­żej Iza­be­li Jagiel­lon­ki, o czym świad­czy inskryp­cja wyry­ta na kra­wę­dzi sol­nicz­ki. Są jed­nak wąt­pli­wo­ści czy owa inskryp­cja jest ory­gi­nal­na, zatem to jak było na praw­dę pozo­sta­nie zapew­ne w sfe­rze domy­słów.

Sol­nicz­ka, poł. XVI w.

W tytu­le tej czę­ści poja­wił się też hazard, bowiem na wysta­wie eks­po­no­wa­nych było trosz­kę umi­la­czy cza­su. Mój apa­rat jed­nak dał cia­ła (a raczej ja dałam, bo apa­rat prze­cież jest tyl­ko narzę­dziem), więc poka­żę Wam jedy­nie kar­ty z XVI wie­ku. Talia skła­da się z 27 kart (nie wiem czy taka była ich ilość czy tyle prze­trwa­ło) wyko­na­nych w tech­ni­ce mie­dzio­ry­tu. Nie­któ­re mają bar­dzo ład­ne obraz­ki, co sta­ra­łam się uchwy­cić na foto­gra­fiach.

Talia kart, XVI w.
Talia kart, XVI w.
Talia kart, XVI w.

Mogła­bym pisać tak jesz­cze dłu­go, ale czas na koniec tego wpi­su, bo ina­czej nigdy bym go nie skoń­czy­ła. Jest to zde­cy­do­wa­nie subiek­tyw­ny wybór prac z minio­nej już wysta­wy, ale mam nadzie­ję, że przy­padł Wam on do gustu. Jeśli odwie­dzi­li­ście tę wysta­wę i spodo­ba­ło Wam się coś cze­go nie zamie­ści­łam, zachę­cam do komen­to­wa­nia. Tu i na Face­bo­oku :) Oczy­wi­ście do wysta­wy wyda­no kata­log, któ­ry wyja­śnia wszyst­kie histo­rycz­ne zawi­ło­ści oraz zawie­ra dużo infor­ma­cji na temat pocho­dze­nia więk­szo­ści eks­po­no­wa­nych przed­mio­tów.

1 Comment

  • Nie­ste­ty jesz­cze nie byłem w żad­nym muzeum za gra­ni­cą, ale to też się róż­ni od tego co pro­po­nu­ją muzea na pół­no­cy. War­to zapo­znać sie i dotknąć choć odro­bi­ny histo­rii.

Dodaj komentarz