Huta Ząbkowice

To będzie pierw­szy tak oso­bi­sty wpis na tym blo­gu, bowiem doty­czy rze­czy, któ­re może nie są mistrzo­stwem świa­ta w dzie­dzi­nie szkła, ale mają dla mnie ogrom­ną war­tość sen­ty­men­tal­ną. Część z tych obiek­tów w jakiś spo­sób towa­rzy­szy­ła mi od uro­dze­nia, część dopie­ro nie­daw­no odkry­łam. Rzecz będzie o wyro­bach z huty szkła gospo­dar­cze­go “Ząb­ko­wi­ce” w Dąbro­wie Gór­ni­czej (choć tak po praw­dzie Ząb­ko­wi­ce Będziń­skie zosta­ły włą­czo­ne do mia­sta dopie­ro w 1977 roku), któ­rych wła­ści­ciel­ka­mi były moja bab­cia i mama (w zasa­dzie mama wciąż jest). Jako, że bab­cia ostat­ni­mi cza­sy urzą­dza wie­trze­nie szaf na wiel­ką ska­lę, szkla­ne cuda otrzy­ma­łam ja. Jestem jej za to ogrom­nie wdzięcz­na, bo choć były to przed­mio­ty pro­du­ko­wa­ne na dużą ska­lę, zachwy­ca­ją mnie swą wie­lo­barw­no­ścią i róż­no­rod­no­ścią wzo­rów oraz kształ­tów.

Nie­wie­le osób wspo­mi­na cza­sy PRLu z roz­rzew­nie­niem (chy­ba, że cho­dzi o wspo­mnie­nia z mło­do­ści), jed­nak trze­ba przy­znać, że dizajn tam­tych cza­sów zarów­no w zakre­sie mebli, jak i szkieł wsze­la­kich był na bar­dzo wyso­kim pozio­mie. Z wyko­na­niem bywa­ło gorzej, ale też nie naj­tra­gicz­niej. Nie dzi­wi mnie zatem zupeł­nie skąd od kil­ku lat panu­je moda na pozy­ski­wa­nie fote­li Chie­row­skie­go albo sty­lo­wych komó­dek na nóż­kach, któ­re dosko­na­le moż­na zaaran­żo­wać w bar­dziej nowo­cze­snych wnę­trzach. Ja oczy­wi­ście tak­że padłam ofia­rą tej mody i nawet zaczę­łam wypa­try­wać ‘skar­bów’ przy wia­tach śmiet­ni­ko­wych, ale mia­łam też to szczę­ście, iż moja bab­cia pra­co­wa­ła w Ząb­ko­wi­cach Będziń­skich i otrzy­ma­ła bar­dzo wie­le szkla­nej zasta­wy.

Tę not­kę zatem pra­gnę­ła­bym poświę­cić moim zbio­rom pocho­dzą­cym wła­śnie z owej wytwór­ni szkła. Na począt­ku chcia­ła­bym jed­nak przy­bli­żyć krót­ko histo­rię tego zakła­du. Huta zosta­ła zało­żo­na w 1884 roku przez Józe­fa Schre­ibe­ra i do 1902 roku wytwa­rza­ła jedy­nie szkło dmu­cha­ne i dopie­ro po tym roku roz­po­czę­ła pro­duk­cję szkła pra­so­wa­ne­go (czy­li wyko­ny­wa­ne­go mecha­nicz­nie za pomo­cą form). W 1935 roku kry­zys eko­no­micz­ny spo­wo­do­wał wstrzy­ma­nie prac w hucie, któ­ra dzia­łal­ność swą wzno­wi­ła pod­czas II woj­ny świa­to­wej, pod­czas któ­rej pro­du­ko­wa­no jedy­nie przed­mio­ty słu­żą­ce celom woj­sko­wym. Po zakoń­cze­niu walk i wyzwo­le­niu Pol­ski zakład powró­cił do pro­du­ko­wa­nia szkła użyt­ko­we­go, a swą nazwę, pod któ­rą naj­bar­dziej jest zna­ny, tj. Huta Szkła Gospo­dar­cze­go Ząb­ko­wi­ce, otrzy­mał w 1960 roku.  Od lat 60 XX wie­ku z zakła­dem współ­pra­co­wa­li tacy twór­cy jak Jan Syl­we­ster Drost i Ery­ka Trze­wik-Drost, Ludwik Fie­do­ro­wicz, Bog­dan Kup­czyk oraz Ryszard Ser­wic­ki. Huta dzia­ła­ła do 2002 roku.

Wspo­mnia­ni twór­cy stwo­rzy­li dużo cha­rak­te­ry­stycz­nych wzo­rów, któ­re wie­lu z nas znaj­du­je dziś w domach swo­ich rodzi­ców i dziad­ków. Ząb­ko­wic­kim zna­kiem fir­mo­wym były tak­że szkla­ne kury oraz inne zwie­rzę­ta, cie­szą­ce się dziś ogrom­ną popu­lar­no­ścią.

Kury

Kur­ki wraz z pozo­sta­łym zwie­rzyń­cem (wśród nich liski, dzi­ki, gęsi i zają­ce) poja­wi­ły się już w kata­lo­gu z 1910 roku, a następ­nie z wyda­ne­go 10 lat póź­niej, któ­rych wycin­ki pre­zen­tu­ję poni­żej. Nie ozna­cza to, że wszyst­kie obec­ne przed­mio­ty na ryn­ku pocho­dzą z tam­tych cza­sów, bowiem więk­szość przed­wo­jen­nych serii była z powo­dze­niem repro­du­ko­wa­na w cza­sach Pol­skiej Repu­bli­ki Ludo­wej. Kury mia­ły róż­ne wybar­wie­nia, a wśród nich były m.in. kolo­ry nie­bie­ski, zie­lo­ny, mio­do­wy, roza­li­no­wy (o zabar­wie­niu różo­wym), prze­zro­czy­sty i bia­ły. Ze swo­je­go dzie­ciń­stwa pamię­tam dwie kury. Jed­na mała, prze­zro­czy­sta, któ­rą do dziś ma moja mama, a dru­ga bia­ła, chy­ba z tych naj­więk­szych. Nie­ste­ty po tej dru­giej ślad zagi­nął, a brat ma dra­ma­tycz­ne mgli­ste wspo­mnie­nie, że się stłu­kła. Wię­cej zdjęć dro­biu moż­na zoba­czyć cho­ciaż­by w googlach. Na ryn­ku przed­miot ten jest bar­dzo pożą­da­ny i osią­ga wyso­kie kwo­ty, zatem jeśli macie w swych domach kur­ki, któ­re zale­ga­ją i nie cie­szą Wasze­go oka, może­cie spró­bo­wać je sprze­dać. Kupiec na pew­no się znaj­dzie.

Kata­log wy­ro­bów Towa­rzy­stwa Akcyj­ne­go Ząb­ko­wic­kiej Fabry­ki Szkła z 1910 ro­ku
Kata­log wy­ro­bów Towa­rzy­stwa Akcyj­ne­go Ząb­ko­wic­kiej Fabry­ki Szkła z 1920 ro­ku
Bom­bo­nie­ra kura
Bom­bo­nie­ra kura

Aste­ro­idy

Aste­ro­idy to chy­ba naj­bar­dziej zna­ny ząb­ko­wic­ki wyrób zaraz po kurach. Trud­no się dzi­wić, gdyż seria ta jest bar­dzo inte­re­su­ją­ca i po pro­stu prak­tycz­na. Co praw­da u mnie w domu osta­ły się tyl­ko dwa prze­źro­czy­ste tale­rzy­ki, ale wyda­je mi się, że są one po pro­stu nie­znisz­czal­ne (ale sam fakt, że zosta­ły tyl­ko dwa, świad­czy jed­nak o czymś prze­ciw­nym). Do kom­ple­tu z tale­rza­mi były sala­ter­ki. Bab­cia twier­dzi, że mia­ła cały kom­plet tur­ku­so­wej zasta­wy Aste­ro­id, nato­miast zosta­ła z nie­go jedy­nie pate­ra na cia­sto, któ­ra obec­nie nale­ży do mnie. Poza tym w ręce wpadł mi tak­że nie­uży­wa­ny dotąd zestaw sze­ściu tale­rzy­ków o śred­ni­cy 20 cm + duży talerz o śred­ni­cy 31 cm w kolo­rze mio­do­wym. Dodat­ko­wo przy oka­zji szu­ka­nia patel­ni u bab­ci natra­fi­łam na kolej­ne zło­ża ząb­ko­wic­kich skar­bów, wśród któ­rych zna­lazł się ogrom­ny talerz na trzech maleń­kich stóp­kach. Seria ta zapro­jek­to­wa­na zosta­ła przez Jana Syl­we­stra Dro­sta w latach 1972–75, a 1976 roku otrzy­ma­ła zło­ty medal na II Mię­dzy­na­ro­do­wej Wysta­wie Trien­na­le Szkła i Por­ce­la­ny w Jablon­cu na Cze­cho­sło­wa­cji (dziś Cze­chy).

Aste­ro­id — mio­do­we tale­rze o śr. 20 cm i 31 cm
Aste­ro­id — pate­ra na cia­sto
Aste­ro­id — prze­zro­czy­sta sala­ter­ka
Aste­ro­id — talerz na nóż­kach

Kier

Seria Kier to uro­cze sala­ter­ki wraz z misą zdo­bio­ne moty­wem ser­du­szek. Ory­gi­nal­ny kom­plet praw­do­po­dob­nie skła­dał się z 6 tako­wych sala­te­rek + wspo­mi­na­nej misy. Pocho­dzi z 1977 roku. Moż­li­we, iż jest to pro­jekt Ery­ki Trze­wik Drost, ale nie mam co do tego pew­no­ści. Zna­la­złam taką infor­ma­cję, ale abso­lut­nie nie mam co do niej pew­no­ści, więc wspo­mi­nam o tym jedy­nie ‘na mar­gi­ne­sie’. W oko wpa­dły mi ostat­nio tak­że tale­rzy­ki, jed­nak­że ja tako­wych nie posia­dam. Misecz­ki uro­czo pre­zen­tu­ją się w słoń­cu, na sto­le, z gala­ret­ką w środ­ku i gene­ral­nie w każ­dej kon­fi­gu­ra­cji!

Sala­ter­ka z serii Kier
Kier — misa i sala­ter­ka
Kier — misa

Meda­lio­ny

Seria Meda­lio­ny ma swój począ­tek w pierw­szej deka­dzie XX wie­ku. Poja­wia się w kata­lo­gu wyro­bów huty z 1910 roku, skąd pocho­dzi poniż­szy rysu­nek. Tak jak w przy­pad­ku kur i kil­ku innych serii, ich pro­duk­cja zosta­ła wzno­wio­na w latach powo­jen­nych. Mam w kolek­cji zie­lo­ną owo­car­kę, z któ­rej jestem bar­dzo dum­na i któ­ra zachwy­ca mnie nie­sa­mo­wi­cie. Do mojej mamy nale­żą mniej­sze meda­lio­ny kolo­ru czar­ne­go. Poza tymi wybar­wie­nia­mi widzia­łam jesz­cze nie­bie­skie, czer­wo­ne, prze­zro­czy­ste, mio­do­we i bia­łe.

Kata­log wy­ro­bów Towa­rzy­stwa Akcyj­ne­go Ząb­ko­wic­kiej Fabry­ki Szkła z 1910 ro­ku

Meda­lio­ny — czar­ny pucha­rek
Meda­lio­ny — zie­lo­na owo­car­ka i czar­ny pucha­rek

Rot­ter­dam

Bar­dzo czę­sto wazo­ny te przy­pi­sy­wa­ne są Pań­stwu Drost, jed­nak­że jak się ostat­nio dowie­dzia­łam, nie jest to ich pro­jekt. Rot­ter­da­my stwo­rzył Bog­dan Kup­czyk. Ponoć podob­ne naczy­nia pro­du­ko­wa­ła ame­ry­kań­ska huta Viking, ale te dwa moje są na pew­no ząb­ko­wic­kie. Czar­ny z rubi­no­wym poły­skiem zna­la­złam w piw­ni­cy u rodzi­ców, dru­gi stał za sza­fą u bab­ci. Był jesz­cze trze­ci, ale nie wia­do­mo co się z nim sta­ło. Praw­do­po­dob­nie zgi­nął śmier­cią tra­gicz­ną roz­tłu­czo­ny przez dzie­ci (czyt. mnie, moje­go bra­ta albo kuzyn­kę), psa albo przy­da­rzył mu się inny wypa­dek. Poni­żej skan z kata­lo­gu huty z 1971 roku, któ­ry zna­la­złam zale­d­wie kil­ka dni temu w inter­ne­tach, gdzie pre­zen­tu­ją się Rot­ter­da­my róż­ne­go typu. Moje naj­bliż­sze są kształ­to­wi nr 3, ale mam wra­że­nie, że czer­wo­ny to jesz­cze nie to.

Kata­log Huty Szkła Gospo­dar­cze­go “Ząb­ko­wi­ce” 1971 r.
Wazon Rot­ter­dam
Wazon Rot­ter­dam

Saha­ra

Kolej­na zdo­bycz, tym razem z serii tych dra­ma­tycz­nych. Cud­ny pół­mi­sek na trzech nóż­kach o bar­wie głę­bo­kiej zie­le­ni leżał na stry­chu przy­gnie­cio­ny butem nar­ciar­skim. Całe szczę­ście, zacho­wał się w cało­ści i był jedy­nie sku­rzo­ny, więc wystar­czy­ła kąpiel w zmy­war­ce, by poka­zał swo­je pięk­no. Jak go zna­la­złam, pomy­śla­łam, że jest po pro­stu ślicz­ny i nie zasta­na­wia­łam się czy może pocho­dzić z jakiejś więk­szej serii, ale gdy mu się zaczę­łam dłu­żej przy­glą­dać, naszła mnie myśl, że może to być Saha­ra. Kon­tem­plu­jąc fak­tu­rę moje­go pół­mi­ska zaję­łam się wyszu­ki­wa­niem podob­nych naczyń albo cho­ciaż takie­go same­go wybar­wie­nia i uda­ło mi się zna­leźć mala­chi­to­we tale­rze Saha­ra. Ponad­to uda­ło mi się w koń­cu zoba­czyć zawar­tość kata­lo­gu huty Cry­stal­li­te, powsta­łej po upad­ku HSG “Ząb­ko­wi­ce”, któ­ra wyko­rzy­sty­wa­ła star­sze pro­jek­ty. Mój pół­mi­sek znaj­do­wał się w niej sygno­wa­ny jako pro­jekt Jana Syl­we­stra Dro­sta.

Pół­mi­sek z serii Saha­ra
Pół­mi­sek z serii Saha­ra
Pół­mi­sek z serii Saha­ra

Poza pół­mi­skiem, szpe­ra­jąc w pięk­nych szkłach mojej mamy, natknę­łam się na jesz­cze 3 rze­czy z tej serii. Wybar­wie­nia nie mają żad­ne­go, ale wyglą­da­ją zachwy­ca­ją­co. Pro­sto­kąt­ne pół­mi­ski poja­wia­ją się na sto­le przy każ­dej więk­szej oka­zji i słu­żą jako pod­ło­że dla wszel­kich wędlin i innych rary­ta­sów, nato­miast naczy­nie, któ­re ja rów­nież nazy­wam pół­mi­skiem, tyl­ko że dzie­lo­nym (a spo­tka­łam się tak­że z nazwą kaba­ret) koja­rzy mi się z ogó­recz­ka­mi i inny­mi mary­no­wa­ny­mi grzyb­ka­mi.

Saha­ra — pół­mi­sek i kaba­ret
Saha­ra — kaba­ret

Flo­ra

Oglą­da­jąc przez inter­net zbio­ry ludzi kolek­cjo­nu­ją­cych szkła smu­ci­łam się, że nie posia­dam nic zapro­jek­to­wa­ne­go przez Ery­kę Trze­wik Drost. To się jed­nak zmie­ni­ło, kie­dy otwo­rzy­łam zagad­ko­wą sza­fecz­kę meblo­ścian­ki u bab­ci i wpa­dły mi w ręce 3 misecz­ki z serii Flo­ra, za któ­rą pani Trze­wik Drost zosta­ła nagro­dzo­na na Ogól­no­pol­skiej Wysta­wie Szkła w Kato­wi­cach w 1979 roku dru­gą nagro­dą i srebr­nym meda­lem. Chwi­lę przed tym zna­le­zi­skiem oglą­da­jąc ska­ny albu­mu wyda­ne­go na 100 rocz­ni­cę powsta­nia ząb­ko­wic­kiej huty dozna­łam olśnie­nia, że gdzieś już widzia­łam świecz­nik Flo­ra. Wytę­ża­jąc umysł doszłam do wnio­sku, że owszem, świecz­nik ten stoi u mojej mamy i ma wetknię­tą w sie­bie paskud­ną czer­wo­ną świecz­kę z wia­nusz­kiem sztucz­nych kwiat­ków. I tak nagle w moim oto­cze­niu zna­la­zły się całe czte­ry ele­men­ty zesta­wu Flo­ra.

Flo­ra — misecz­ki
Flo­ra — świecz­nik
Flo­ra — świecz­nik

Mig­dał

A obok mise­czek z serii Flo­ra poja­wi­ła się cudow­na cukier­ni­ca z serii potocz­nie zwa­nej Mig­da­łem. To tak­że pro­jekt pani Ery­ki Trze­wik Drost, któ­ry budził mój zachwyt i bar­dzo pra­gnę­łam go mieć, a tu taka nie­spo­dzian­ka. Mia­łam wybór mię­dzy Spi­rel­li i Mig­da­łem. Nie było łatwo, ale padło na to dru­gie.

Mig­dał — pucharek/cukiernica

Cora

Moje zamar­twia­nie się i pra­gnie­nie posia­da­nia cze­goś pro­jek­tu pani Ery­ki Trze­wik Drost zaowo­co­wa­ło kolej­nym zna­le­zi­skiem, tym razem z serii Cora, któ­ry nie od razu roz­po­zna­łam. Pół­mi­sek spo­czy­wał w towa­rzy­stwie mio­do­we­go zesta­wu sala­te­rek i pół­mi­ska z serii Saha­ra oraz jesz­cze innych cudow­no­ści. Cora zosta­ła nagro­dzo­na pierw­szą nagro­dą i zło­tym meda­lem na tej samej eks­po­zy­cji, co Flo­ra, czy­li na Ogól­no­pol­skiej Wysta­wie Szkła w Kato­wi­cach w 1979 roku.

Cora — pół­mi­sek

Muszel­ki

Musz­le przez dłu­gi czas przy­pi­sy­wa­ne były Pań­stwu Dro­stom, jed­nak los cza­sem bywa prze­wrot­ny i oka­za­ło się, iż ich pro­jek­tan­tem był Ludwik Fie­do­ro­wicz, pra­cu­ją­cy w pod­od­dzia­le huty szkła gospo­dar­cze­go — hucie szkła arty­stycz­ne­go Sta­szic. Nie­po­ro­zu­mie­nie to powsta­ło w wyni­ku błęd­nej infor­ma­cji poda­nej przez Pana Dro­sta do książ­ki, bowiem pań­stwo Dro­sto­wie tak­że zapro­jek­to­wa­li musz­le, ale o zupeł­nie innym cha­rak­te­rze. Dwa poniż­sze zdję­cia uka­zu­ją pół­mi­sek nale­żą­cy do mojej mamy, któ­re­go bar­dzo jej zazdro­ści­łam do pew­ne­go cza­su. Mia­no­wi­cie, jak wyżej wspo­mnia­łam, poszu­ki­wa­nia patel­ni były dla mnie łaska­we, bowiem natknę­łam się wte­dy na kolej­ną musz­lę, któ­ra nie była nigdy uży­wa­na i mia­ła nale­pio­ną ory­gi­nal­ną met­kę z huty wraz z ceną! Wte­dy wyzby­łam się okrop­ne­go uczu­cia zazdro­ści wzglę­dem mamy, bo sta­łam się posia­dacz­ką wła­snej musz­li :) Ist­nie­ją inne kolo­ry tych naczyń i są nawet dwu­barw­ne egzem­pla­rze, jed­nak moje nale­żą do tych naj­bar­dziej powszech­nych.

Muszel­ka — pół­mi­sek
Muszel­ka — pół­mi­sek
Muszel­ka z ory­gi­nal­ną met­ką HSG Ząb­ko­wi­ce

Bez serii

Mam też sze­reg pięk­nych przed­mio­tów, któ­rych nie potra­fię przy­po­rząd­ko­wać do żad­nej serii, a chcia­ła­bym się nimi pochwa­lić.

Pierw­szym z nich jest wazon uzna­wa­ny przez dłu­gi czas za pro­jekt Jana Syl­we­stra Dro­sta. Ostat­ni­mi cza­sy jed­nak­że oka­za­ło się, iż jest to dzie­ło autor­skie hut­ni­ka z Ząb­ko­wic, Sta­ni­sła­wa Machy. Infor­ma­cję tę potwier­dzi­ła wnucz­ka Pana Sta­ni­sła­wa, nato­miast Pan Drost otwar­cie przy­znał, że nie jest to jego dzie­ło. Dla mnie jest pięk­ny, choć wiem, że jego uro­da może być dys­ku­syj­na. Ist­nie­ją róż­ne wybar­wie­nia tych wazo­nów. Mój jest roza­li­no­wy.

Wazon pro­jek­tu Jana Syl­we­stra Dro­sta

Inny wazon, rów­nież roza­li­no­wy, przy­po­mi­nał mi pewien egzem­plarz z kata­lo­gu HSG Ząb­ko­wi­ce z 1971 roku. Po dłuż­szej kon­tem­pla­cji jego kształ­tu doszłam jed­nak do wnio­sku, że to coś inne­go. Szcze­rze, tuż po odko­pa­niu go u bab­ci, nie byłam nim zachwy­co­na, ale kąpiel w zmy­war­ce przy­wró­ci­ła mi blask i wte­dy mnie zachwy­cił. Na foto­gra­fiach poni­żej sam oraz w towa­rzy­stwie trzech kole­gów (w tych dwóch nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­nych prze­ze mnie).

Wazon z HSG Ząb­ko­wi­ce
Wazo­ny

Sko­ro już jeste­śmy w roza­li­no­wych kli­ma­tach, posia­dam jesz­cze pate­rę w tym wybar­wie­niu. Byłam prze­ko­na­na, że to gir­lan­dy, jed­nak po uważ­nym przej­rze­niu kata­lo­gów oraz zdjęć innych przed­mio­tów opa­trzo­nych tą nazwą wpa­dłam w kon­ster­na­cję, gdyż gir­lan­dy wyglą­da­ją zupeł­nie ina­czej. Tak czy siak jest to pro­dukt z HSG Ząb­ko­wi­ce, zatem zamiesz­czam go i mam nadzie­ję, że się spodo­ba.

Pate­ra

W kolo­rze zna­la­zła się u mnie jesz­cze mio­do­wa cukier­ni­ca, któ­ra mi słu­ży jako pucha­rek na wino­gro­na albo ciast­ka. Nie wiem o niej kom­plet­nie nic, ale krzy­wa nóż­ka i śla­dy po for­mie, a tak­że to, że wszyst­kie kolo­ro­we szkła mojej bab­ci są z tego same­go miej­sca, suge­ru­ją, iż to tak­że jest ząb­ko­wic­ki wyrób.

Pucharek/cukiernica

A teraz nie­ste­ty musi­my opu­ścić sfe­rę kolo­rów i prze­nieść się w prze­zro­czy­sto­ści. Poza zesta­wem Kier 6+1, posia­dam jesz­cze jeden, w kata­lo­gu z 1971 roku opa­trzo­ny nume­rem 7002. Według mnie to bar­dzo nowa­tor­ski jak na tam­te cza­sy i obec­nie cią­gle nie­zwy­kle atrak­cyj­ny wzór.

Misa nr 7002 V
Misa nr 7002 V oraz sala­ter­ki nr 7002 III
Kata­log Huty Szkła Gospo­dar­cze­go “Ząb­ko­wi­ce” 1971 r.

W posia­da­niu mojej mamy jest tak­że nie­zwy­kle foto­ge­nicz­ny kaba­ret, pod­czas foto­gra­fo­wa­nia wpa­dłam w jakiś eks­ta­tycz­ny zachwyt. Podzia­łał na mnie chy­ba jak nic inne­go. Nie potra­fię tego wyja­śnić i może na Was nie wpły­nie  jego feno­men, ale no! Nie wiem z jakiej jest serii ani kto go zapro­jek­to­wał. Wiem tyl­ko, że jest pięk­ny!

Kaba­ret

Ostat­nią rze­czą z Ząb­ko­wic, któ­rą chcia­ła­bym się pochwa­lić jest fan­ta­stycz­na bom­bo­nie­ra. Jesz­cze nie wiem do cze­go ją wyko­rzy­stam, ale wiem, że bar­dzo mi się podo­ba. I w zasa­dzie na tym koń­czy się moja wie­dza na jej temat. Przy­po­mi­na tro­chę lata­ją­cy spodek. Oczy­wi­ście jej blask dotarł do mnie dopie­ro po zmy­war­ko­wej kąpie­li.

Bom­bo­nie­ra
Bom­bo­nie­ra

Na deser coś z innej rodzin­ki, bo to nie szkło pra­so­wa­ne, a krysz­tał z nie­da­le­kiej od Ząb­ko­wic huty Zawier­cie. W zasa­dzie mia­ło go tu nie być, ale kie­dyś nie­opatrz­nie wrzu­ci­łam go jako zajaw­kę wpi­su, więc głu­pio go teraz nie dodać, lecz jest rów­nież uro­czy i szkla­ny, zatem nie będzie to tak kom­plet­nie od cza­py. Cukier­nicz­ka ta słu­ży mi dziel­nie i speł­nia swo­ją funk­cję wyśmie­ni­cie, mimo tego, że jej nóż­ki nie nale­żą do naj­rów­niej­szych.

Cukier­ni­ca z huty Zawier­cie

I to by było na tyle, choć zazna­czam, że nie są to moje wszyst­kie zbio­ry, jed­nak ta not­ka tak mnie gnie­cie i bar­dzo chcę ją opu­bli­ko­wać, że nie mogę cze­kać aż wszyst­ko będę mogła umyć, sfo­to­gra­fo­wać, a naj­le­piej jesz­cze prze­wieźć do sie­bie. Usta­la­nie pocho­dze­nia, serii i pro­jek­tan­tów tak­że zaj­mu­je nie­co cza­su, więc jeśli spodo­ba się Wam ten wpis i nie znu­dzą Was ząb­ko­wic­kie szkieł­ka, pochwa­lę się kie­dyś resz­tą, któ­ra też jest bar­dzo uro­dzi­wa.

Przede wszyst­kim napo­ci­łam te ponad 2000 zna­ków po to, żeby poka­zać, iż nasze rodzi­me szklar­stwo jest bar­dzo pięk­ne, wedle zasa­dy: cudze chwa­li­cie, swe­go nie zna­cie, a poza tym zna­ko­mi­cie pasu­je do dzi­siej­szych wnętrz i nie jest obcia­chem zza szyb­ki. Nie­któ­re pro­jek­ty w dal­szym cią­gu tchną świe­żo­ścią, a mają prze­cież już po 50 lat i wię­cej!

14 Comments

Dodaj komentarz